Rozdział 6 Burza

Dodano 21 września 2012, w opowiadania, przez regina.anna

Nieco topornie, ale nie miałam czasu na głębszą korekte, zresztą liczy się treść, a tu wreszcie będzie się coś więcej dziać, jeszcze powoli, ale już dużo więcej, zapraszam :)

W poniedziałek wmówiła Wiktorowi, że źle zapisała sobie jego numer w komórce. Morgan wprawdzie pojawił się w szkole, ale po dwóch godzinach zniknął. We wtorek był przez cały dzień. Zauważyła, że z dnia na dzień wyglądał coraz gorzej. Nie chciał z nią rozmawiać. Martwiła się o niego, ale coraz częściej zastanawiała się nad tym co powiedział Wiktor. Znali się przecież dłużej, podobno kiedyś nawet się przyjaźnili. Spytała o to Wiktora, ale powiedział, że to było dawno, zanim się dobrze poznali. Jednak Eryka miała wątpliwości czy on kiedykolwiek dał się komuś dobrze poznać. Czuła, że Morgan tak jak i ona nosi jakąś tajemnice, że odrzuca ludzi by jej nie poznali. Polubił ją, ale strach zwyciężył i odrzucił ją tak jak wszystkich. To, że zaczęła spotykać się z Wiktorem, było tylko pretekstem. Miała jednak dość swoich problemów, by jeszcze zajmować się nim. W środę nie było go przez cały dzień.

To, co dostała od Białego już jej się skończyło, a póki nie była jeszcze fizycznie uzależniona, nie chciała za często chodzić do Pandemonium, chciała jeszcze się pobawić z Białym w kotka i myszkę. Im dłużej będzie myślał, że ona ma władzę nad własnym życiem, tym lepiej. Wydębi na nim jakieś zniżki.

Tej nocy postanowiła przejść się na cmentarz. Wagarowała tam od podstawówki, coś ją tam ciągnęło. Może czar wspomnień? Nie wiedziała. Poszła najpierw na nową część i wzięła jakiś znicz. Nie zapalała go, ale chciała mieć, gdy znajdzie sobie jakiś grób, na którym usiądzie. Przeszła koło Smutnego Anioła. Na chwilę się zatrzymała. Wydawało jej się, że się poruszył, wróciła się i przyjrzała mu dokładnie. Był tak samo martwy i nieruchomy jak zawsze, ale wyglądał nieco inaczej niż go zapamiętała. Przyświeciła sobie zapalniczką, to jego twarz była inna, jakby lekko się uśmiechał. Pomyślała, że musiała tego wcześniej nie zauważyć i ruszyła dalej. Na jednym grobie zauważyła napis sprayem, dawniej go tam nie było. „Mane, tekel, fares.” Nie był zbyt interesujący, więc ruszyła dalej. Naprawdę przeraziła się pod starą wierzbą.

W mroku zobaczyła postać. Ktoś tam był. Początkowo jej nie zauważył, lecz gdy podeszła bliżej usłyszał jej kroki. Poruszył się i zaczął się w nią wpatrywać. Kto przy zdrowych zmysłach chodził o tej godzinie na cmentarz? Kto wylegiwał się na płycie grobowej? Przyjrzała mu się i rozpoznała te anorektyczną sylwetkę.

-          Morgan? – Drgnął na dźwięk swojego nazwiska. Podeszła bliżej.

-          To ty? – Spytał zdziwiony. Usiadła koło niego.

-          Ja. Nie masz nic przeciwko temu, że się przysiądę?

-          W zasadzie to mam. Skąd wiedziałaś, że tu będę? – Spytał oschle.

-          Nie wiedziałam. Morgan, co się dzieje? Dlaczego nie przychodzisz do szkoły? Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?

-          Twoi nowi przyjaciele już dość dobitnie wytłumaczyli mi, że mam się trzymać od ciebie z daleka.

-          O mój Boże, zrobili ci coś?

-          A co cię to obchodzi? Wracaj do Wiktorka i swojego cudownego życia.

-          Obchodzi mnie, bo myślałam, że jesteś moim przyjacielem, a moje życie wcale nie jest takie cudowne, jeśli chcesz wiedzieć!

-          A co, złamałaś paznokieć?

-          Jesteś… jesteś…

-          No jaki jestem? Ulżyj sobie, no dalej…

-          Czemu tak bardzo chcesz mi udowodnić, że jestem taka jak oni?

-          Bo właśnie taka jesteś. Widzisz Wiktor miał racje, jak zawsze, zlitowałaś się nad bezpańskim psem, a on cię ugryzł, moje kondolencje.

-          Wiktor, Wiktor, Wiktor… czy w tym cholernym mieście wszystko musi się kręcić wokół tego idioty.

-          Ten idiota to twój chłopak, tak przypominam.

-          Wiesz co? Tak, spotykam się z Wiktorem, ukamienuj mnie za to, jeśli chcesz. Spotykam się z nim, bo ma drogi samochód, jest przystojny i ma nadzianego tatusia, który trzęsie całym tym zadupiem. Spotykam się z nim, bo Radek go lubi i uważa, że to dla mnie dobra partia.

-          Jesteś beznadziejna.

-          A wiesz, co w tym moim spotykaniu się z nim jest najgorsze? To, że muszę się z nim czasem spotkać! Na razie. Miłego użalania się nad sobą. – Wstała i zaczęła odchodzić. Wtedy usłyszała jego głos.

-          Zaczekaj. – Powiedział, tak cicho, że prawie szeptał. Najlepiej dla wszystkich byłoby pozwolić jej odejść. Nienawidziła go i dobrze, ale jakoś chciał, żeby z nim została. Zatrzymała się, ale nie odwróciła, ani nic nie powiedziała. – Przepraszam. Ja… nic z tego nie rozumiem, ale bardzo cię lubię i… cholera, nie wiem co powiedzieć. Przepraszam, chyba nie jestem przyzwyczajony, że ludzie mnie lubią, zwłaszcza tacy jak ty.

-          Wcale tak bardzo się nie różnimy. – Powiedziała łagodniejszym tonem i przysiadła się do niego. – Wiesz, ja spotykam się z Wiktorem, po to żeby Radek dał mi spokój. Widziałeś, jaki jest upierdliwy? Kiedy mówię mu, że idę do Wiktora to się mnie nie czepia. Mogę iść gdzie chce, a kiedy Wiktor podjeżdża tą swoją wypasioną BM-ką to Radziu się cieszy jak dziecko, bo wreszcie spotykam się z kimś, kto pasuję do ich wizji świata. Ja byłam chowana na piękną żonę bogatego męża.

-          Takiego jak Wiktor?

-          Dokładnie. Wiesz jak to jest? Całe twoje życie jest rozpisane, a tobie się ten scenariusz nie podoba. Wiesz jak to miało być? Po liceum pójdę sobie na studia, bo tak wypada, ale nie będę pracować, znajdę sobie jakiegoś bogatego, młodego krawaciarza, albo rodzice mi znajdą, zostanę jego żoną, okocę się, i będę siedzieć w wielkim domu, ładnie pachnieć i wyglądać. Mój mąż, krwiożerczy kapitalista, będzie pracował przez osiemnaście godzin na dobę. W wieku trzydziestu lat wsadzą mi silikon w cycki, botox w twarz i kolagen w usta, ale za to tu i ówdzie coś odessą, a w wieku czterdziestu, najpóźniej, mąż mnie rzuci dla dwudziestoletniej, cycatej sekretarki. A kiedy okazało się, że jednak tak nie będzie, zamienili moje życie w piekło. I wylądowałam tu z moim braciszkiem z piekła rodem, ale on jest napalony na powrót do rodzinnej firmy do Köln. Kiedy tylko uzna, że jest wszystko w porządku, że nie wagaruje i mam „odpowiedniego” chłopaka, wróci tam, a ja będę wolna. Wiktor to miły chłopak, ale nie pasujemy do siebie. Zresztą ja w ogóle nie chce mieć chłopaka. Za dużo wycierpiałam, żeby jeszcze kogoś pokochać, a nawet jeśli pokocham to też nie chcę z nim być.

-          Dlaczego?

-          Bo ja niszczę ludzi. Nawet ciebie. – Uśmiechnął się smutno.

-          Nie wiele tu zostało z tego, co jeszcze można by zniszczyć. – Wzięła go za rękę. Jeszcze raz cię przepraszam, ja nie potrafię ufać ludziom… boje się ich.

-          Wiem, ja też tak mam. – Uśmiechnęła się. – Zobacz, znalazłam znicz. Zapalimy? Zrobi się nastrój.

-          Jasne. – Wyjął, zapalniczkę i zapalił świecę. Nie chciała się palić, ale w końcu blady, marny płomień zamigotał na nadpalonym knocie. – Poczekaj tu! Nigdzie nie odchodź.

-          Gdzie idziesz?

-          Zaraz wrócę. – Pobiegł, w stronę nowej części cmentarza. Wrócił po chwili. Niósł coś za plecami.

-          Co tam masz?

-          Przyniosłem ci kwiatka. – Podał jej białą różę, całkiem ładną.

-          Ciekawe skąd go wziąłeś?

-          Nie wybrzydzaj, starałem się wybrać najładniejszą. Jakiś debil zabił się niedawno na motorze i jest spory wybór. Pomyślałem o całej wiązance, ale to by było przegięcie.

-          Jeszcze ze wstęgą „Ostatnie Pożegnanie”. W sumie całkiem adekwatną.

-          Nie wiedziałem, że przyjdziesz, jakbym wiedział wykopałbym ci… to znaczy kupił, coś z biżuterii. – Zaczęła się śmiać. Po chwili spoważniała.

-          Przyjdziesz jutro do szkoły?

-          Zastanowię się.

-          Proszę.

-          Dobra przyjdę.

-          I zostaniesz na wszystkie lekcje?

-          Twarde warunki stawiasz.

-          Twarda ze mnie babka. Obiecujesz?

-          Obiecuje. Ej, a nie boisz się chodzić po cmentarzu nocą?

-          Nie, żywi potrafią być straszniejsi od umarłych.

-          Wiem coś o tym. – Objęła go.

-          Tęskniłam za tobą.

Przytuliła się do jego pleców, położyła rękę na jego przedramieniu, a on położył dłoń, na jej dłoni. I siedzieli tak długo milcząc. Nie było w tym nic krępującego, ani niezręcznego. Rozumieli się bez słów.

-          Myślisz, że jeszcze długo będzie taki zaduch? Myślisz, że spadnie w końcu deszcz? W całej Polsce już podobno pada. – Odezwała się w końcu.

-          Mam nadzieję. Mam już dość tego smrodu. Choć jest ciepło, można się włóczyć po nocy. Oczywiście w dobrym towarzystwie.

-          Ja mam już dość tej malarii.

-          I bez niej ciężko jest wytrzymać w tym mieście.

W tym momencie zerwał się silny wiatr, znicz zgasł i z nieba lunął deszcz. Eryka wyciągnęła ręce.

-          Uwierzyłbyś w takie cuda?!

-          No i wykrakałaś. – Gdzieś niedaleko uderzył grom. – Mam nadzieję, że pieprznęło w szkołę. – Kolejny grom uderzył tak blisko, że światło ich oślepiło, a huk na chwilę ogłuszył. Burza się nasilała. – Lepiej chodźmy! – Próbował przekrzyczeć wycie wiatru i kolejne uderzenia błyskawic.

Wziął ją za rękę. Deszcz siekł niemiłosiernie, prosto w ich twarze. Odeszli kawałek. Kolejny raz niebo rozbłysło, huk był tak głośny, że aż się przewrócili. Piorun uderzył w starą wierzbę. Wstali, pod ich nogi potoczył się znicz, który przyniosła. Podniósł go. Eryka wyglądała na przerażoną.

-          Wiem, gdzie możemy się schować… nie spodoba ci się to!

Po chwili wyrwał sztabę z drzwi krypty. Kiedy przez chwile błyskawica rozświetliła mrok, Eryka pomyślała „Dziwne, nie ma napisu, na tym grobie”. Weszli do środka. Zapalił znicz i przy jego słabym świetle zeszli po schodkach w głąb grobu.

-          Wybacz, nic lepszego nie wpadło mi do głowy. – Powiedział i postawił znicz na jakiejś starej trumnie.

-          Zawsze lepiej tu niż na zewnątrz.

-          Dziwna jakaś ta burza.

-          Przecież kilka sekund wcześniej siedzieliśmy pod tym drzewem. Gdybyśmy nie…

-          Nie myśl o tym.

-          Podobno piorun nigdy nie uderza dwa razy w to samo miejsce, ale to przecież piorun, tak rozdarł starą wierzbę.

-          Widać to tylko mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.

-          Uratowałeś mi życie.

-          Co?

-          To ty mnie stamtąd zabrałeś.

-          Sama też byś przecież poszła.

-          Mogłabym nie zdążyć. – Wyjęła papierosy z torebki i poczęstowała go. – Z tobą zawsze mam jakieś przygody… – Nagle zamilkła, na jej twarzy widać było przerażenie.

-          Coś się stało? – Nie odpowiedziała, tylko wskazała na coś ręką.

Powiódł wzrokiem, za jej dłonią. W krypcie było ciemno, ale dojrzał w półmroku jakiś kształt. To coś leżało o kilka metrów od nich, ale przesłonięte było dwoma katafalkami i prawie niedostrzegalne, w słabym świetle znicza. Zobaczyła to dopiero, gdy jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Wziął znicz i podszedł bliżej. To był trup. Bardzo stary, nie wiele zostało z jej skóry, gdzie niegdzie widać było kości. Za to nieźle zachowały się włosy i ubranie. To były włosy Joli z jego snu i ta jej niemodna sukienka. Ciało leżało na brzuchu z jedną ręką wyraźnie wyciągniętą, a drugą podkuloną, jakby czołgała się przed śmiercią. Przestraszył się, ale nie chciał dać tego po sobie poznać.

-          Powiedz, że to nie jest to, o czym myślę.

-          To jest trup. Wygląda na to, że mieszka tu na waleta.

-          Co to znaczy?

-          Wygląda na to, że nie została tu pochowana.

-          Ona? Skąd to wiesz? – Powiedziała i wstała przesuwając się w stronę drzwi.

-          Bo ma na sobie sukienkę. Wyluzuj, wnioskując ze stanu rozkładu leży tu kilkanaście lat. Myślisz, że zabiłem ją z kołyski? Wiesz, co to jest? Tak działa Zgromadzenie, a tak ukrywają swoje błędy. Zapytaj Wiktora, co zrobił, że jest tak wysoko.

-          Nie rozmawiamy o tym.

-          Z tego, co słychać w internacie, raczej nie wiele rozmawiacie.

-          Co to miało znaczyć?

-          Nic. Ukrył twarz w dłoniach. Przepraszam, to wszystko, co się dzieje… tu leży trup.

-          Może pochowali ją żywcem, wyszła z trumny, chciała stąd wyjść…

-          I przybiła wieko trumny gwoździami, zaraz po tym jak wyszła? Obie trumny są nietknięte. Ta krypta jest z roku 1738, dziewczyna ma na sobie kieckę, na oko, z lat osiemdziesiątych, może dziewięćdziesiątych, choć ja się nie znam. Ta sukienka jest podarta i na pewno nie zrobiły tego szczury, myszy, robaki czy co tu nie siedzi. Majtki leżą obok. Jak dla mnie, ktoś ją zgwałcił i tu zostawił, sądząc, że nie żyje.

-          Sądząc?

-          Leży w pozycji, która wskazuje, że się czołgała. – Podszedł do Eryki i ją objął. – Nie bój się. Burza się skończy, wyjdziemy stąd, zadzwonimy po psiarnie i niech oni się tym zajmą. Przytuliła się do niego.

-          Co tu się, do cholery, dzieje? – Spytała cicho.

-          Nie wiem.

Potem wszystko już przypominało sen. Policja, pytania i w tym wszystkim oni. Bladzi i przerażeni. Odprowadził ją do domu. Nie powiedziała Radkowi, co się stało. On na nią krzyczał, ale nie rozumiała jego słów, uderzył ją w twarz. Następnego dnia całe miasto już wiedziało. W szkole wszyscy do niej podchodzili, zadawali jakieś głupie pytania. Wiktor ją stamtąd zabrał. Była mu wdzięczna. Opowiedziała mu wszystko, pomijając jedynie to, o czym rozmawiali z Morganem. Powiedziała tylko, że się pogodzili. Gdy wróciła do domu Radek już o wszystkim wiedział. Chciał na nią nakrzyczeć, ale nie chciał robić tego przy Wiktorze. Karwański siedział u niej do wieczora.

Morgan w ogóle nie przyszedł tego dnia do szkoły. Była na niego zła, że zostawił ją samą. Nie rozumiała jak to możliwe, że wszyscy w mieście o tym wiedzieli. Jednak było to prostsze niż mogło się wydawać. W małych miasteczkach takie sprawy nigdy nie pozostają niezauważone. Zanim sprawa zostanie opisana w lokalnej gazecie już całe miasto będzie o niej mówić. Wystarczy, że jeden z policjantów wygada się swojej żonie. Żona przyjaciółce oczywiście w wielkiej tajemnicy, potem szło już bardzo szybko. Miasto jeszcze nie do końca otrząsnęło się po zaginięciu żony i śmierci dzieci komendanta Potockiego, a już kolejny taki wstrząs.

Eryka powiedziała, że chce się wcześniej położyć, Wiktor wyszedł z jej pokoju. Chciał iść do domu, ale gdy chciał wyjść Radek zaproponował mu kawę.

-          Nie za późno, trochę?

-          Chyba tak, ale muszę z tobą pogadać. – Usiedli przy stole. – Co o tym wszystkim myślisz?

-          Bo ja wiem.

-          A ona?

-          Jakoś się trzyma. Chociaż to był dla niej szok.

-          Przed tym powiedziała mi, że idzie do ciebie.

-          To może chciała, ale zmieniła zdanie.

-          Jak się wam układa?

-          Świetnie. To wspaniała dziewczyna.

-          Nie dziwi cię trochę, że siedziała w nocy na cmentarzu z jakimś gościem?

-          Pytasz czy jestem zazdrosny?

-          Nie… no może. Co to za gość?

-          Taki jeden głupek. Eryka go lubi, w sumie nie wiem dlaczego, chyba jej go szkoda. Outsider i kawał wieśniaka. No, ale nie będę jej przyjaciół wybierał. Myślę, że jak szła do mnie to mógł jej się napatoczyć i zaproponować ten cmentarz, to w jego stylu. Zawsze był dziwny, kręciły go takie klimaty. Wiem, że ostatnio się pokłócili, może chcieli gdzieś pogadać w spokoju.

-          Więc uważasz, że gość nie jest groźny?

-          Tylko trochę szurnięty, ale się dogadują.

-          A tobie to nie przeszkadza?

-          Czemu miałoby przeszkadzać? Tamten gość to zero. Eryka jest dla niego miła, bo na początku siedział sam, przysiadła się do niego, a teraz jej głupio kazać mu się odczepić. Serio, nie martw się o niego, jak chcesz to go przegonie.

-          Po prostu miej go na oku, jakby się zrobił namolny, to dasz sobie rade?

-          Pewnie.

-          To dobrze, nie mogę przecież pozwolić by moja siostra spotykała się z byle kim. A co tam u was? Macie jakieś problemy? Jakby co mogę ci doradzić, znam ją nie od dziś i wiem, czego można się spodziewać.

-          Nie mamy problemów, może z początku Eryka nie mogła się do mnie przekonać, była nieufna, ale przecież dopiero co się poznaliśmy. Teraz się do mnie przekonała, dogadujemy się.

-          Słuchaj, mam jeszcze taka prośbę, wyjeżdżam na weekend, przynajmniej miałem takie plany, ale po tym, co się stało, sam już nie wiem czy powinienem. Nie chcę zostawiać jej samej, a Emil jest roztrzepany i w ogóle nieodpowiedzialny. Zajmiesz się nią?

-          Jasne.

Treść tej rozmowy z pewnością zdenerwowałaby Erykę, ale już dawno jej tam nie było. Poszła do Pandemonium. Biały był bardzo miły, powiedział, że wie, co się stało, że ją rozumie.

-          Tylko jeden raz, żebym nie myślała o tym, co tam zobaczyłam. To co dałeś mi poprzednio spuściłam w kiblu, nie myślałam, że coś takiego… to był trup…

-          Jasne. Wiesz tylko, że ceny ostatnio wzrosły, ale jak dla ciebie po starej sprzedam, tylko, że musisz wziąć co najmniej pół, inaczej nie będzie mi się opłacać.

-          A… jasne. – Wyjęła pieniądze, zapłaciła, a on dał jej torebeczkę z beżowym proszkiem. Po chwili zniknęła w toalecie.

W następnym rozdziale…

Morgan ciężko choruję, do rany na jego ręce wdało się zakażenie, jest nieomal umierający, ale Eryka go ratuje. Dziewczyna dowiaduję się o tym co spotkało Morgana i jak zginęła jego siostra. Sama coraz głębiej popada w uzależnienie od heroiny. W tym rozdziale Eryka mówi też o swoim dziecku. Do zobaczenia 28 września :)

Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS