Rozdział 17 Ulica róż*

Dodano 30 listopada 2012, w opowiadania, przez regina.anna

No cóż wygląda na to, że chyba odpuszczę sobie ten pomysł z przyspieszaniem akcji. Próbowałam to sobie jakoś ładnie rozplanować, ale wygląda na to, że musiałabym co tydzień dawać dwa rozdziały, żeby to jakoś się zgrało i rozdział 24 wypadł faktycznie w wigilię. No ale cóż, z tego planowania wyszło mi takie coś, więc wam zamieszczę taki bonus. Lista tytułów i daty planowanych premier kolejnych części:

Rozdział 17 Ulica róż -30.11 (Piątek)

Rozdział 18 Wszystko (część 1) – 06.12 (Czwartek,  Mikołajki)

Rozdział 18 Wszystko (część 2) – 07.12 (Piątek)

Rozdział 29 Złamane serce potwora – 14.12 (Piątek)

Rozdział 20 Ogień – 21.12 (Piątek)

Rozdział 21 Sadowska – 24.12 (Poniedziałek, Wigilia)

Rozdział 22 Dama w czerwieni (28.12 Piątek)

Rozdział 23 Rachunki krzywd – 01.01 (Wtorek, Nowy Rok)

Rozdział 24 Kolęda dla niewierzących – 04.12 (Piątek)

Co do tych ostatnich też nie mam pewności, bo to dość daleka przyszłość, w dodatku pod koniec roku szykuję mi się wyjazd, ale myślę, że pozostałe tak właśnie będą wyglądać.

Śledztwo utkwiło w martwym punkcie. Koszmary wciąż się pojawiały, a on nie był w stanie nic zrobić. Nie chciał się poddać, ale nie wiele mu zostało. Był wściekły na siebie, wiedział, że coś przeoczył. Coś prostego.

Szykował się właśnie na próbę jasełek, gdy do jego pokoju zapukała Katia.

-          Witaj Gabrielu.

-          Cześć.

-          Nadal beznadziejnie zakochany w prowincjonalnej piękności o jasnych włosach?

-          Mhm… ale dam ci znać jak coś się zmieni.

-          Miejmy nadzieję, że już niedługo. List do ciebie.

-          Dzięki. – Powiedział i wziął kopertę. – Gdy mu ją oddawała dotknęła jego dłoni.

Uśmiechnęła się i wyszła. Otworzył. Koperta była inna, ale list spisany na takim samym papierze, na tej samej maszynie.

 

Mam nadzieje, że już sobie odpuściłeś. Włamanie do archiwum, cóż, jestem pod wrażeniem. Doszedłeś dość daleko, ale jego nie pokonasz, ani nie pomożesz tym, którzy umarli. Za to na tych, którzy żyją możesz ściągnąć ogromne niebezpieczeństwo.

 

Bez podpisu, ale wiedział, że to ten sam autor. Niech się cieszy. I tak nic nie znalazł i nie zanosiło się, żeby było inaczej. Ten list był w stylu księdza proboszcza. Zastraszony, stary pijak. Morgan wziął do ręki scenariusz jasełek. Było to ksero starego tekstu napisanego przed laty na maszynie. Żenujące. Te dzieci oglądały co roku to samo denne przedstawienie, tylko w wykonaniu innych oferm. Ksero nie było zbyt dobrej jakości, więc trudno było stwierdzić czy to ta sama maszyna, ale był pewien, że tak. Tylko ten tekst od dwudziestu lat się nie zmienił, a proboszcz tak. Co nie zmieniało faktu, że maszyna mogła wciąż być na plebani.

Ksiądz nawet na próbach wyglądał jak taka większa mysz. Czerwone oczy, trzydniowy siwy zarost i odór przetrawionej wódki. Co za żałosna mieszanka. Podskakiwał, gdy ktoś trzasnął drzwiami, nadawał się już chyba do leczenia psychiatrycznego z powodu nerwicy, a już na pewno na odwyk. Wiedział o archiwum. Alkohol jednak nie wypalił mu mózgu do cna. W gazecie było zdjęcie z monitoringu. Było tak niewyraźne, że był nierozpoznawalny, ale klecha musiał pokojarzyć fakty. Na szczęście normalni ludzie nie czytali „Głosu Czerminy” nie przypominał sobie, aby u Szagala kiedykolwiek widział tę propagandówkę Karwańskiego.

Poszedł na próbę. Miał tylko trzy linijki teksu, ale chodził by być blisko Eryki zwłaszcza, że Wiktor w ogóle nie wykazywał zazdrości. Po próbie wrócił do domu. Kaktus leżał na kanapie i pił piwo.

-          Co, wyświęciłeś sobie jajka?

-          Ta… kiełbaskę też. – Rozmowy na wyższym poziomie nie wchodziły z Kaktusem w grę.

-          To idź pokaż Wani.

-          Kaktus, ty jełopie! – Zwrócił się do niego, a ten rzucił w niego książką telefoniczną. Morgan ją podniósł.

-          Co nauczysz się jej na pamięć? Tekst z jasełek ci nie wystarczy?

Już go nie słuchał, tylko przekartkowywał książkę. To było to! To, co przeoczył. Przecież już w archiwum na to trafił. Rodzina Marka mogła nadal mieszkać w mieście. Znalazł. Krzysztof Makowski, ulica Różana. Zadzwonił pod numer. Książka była z 1998 roku, w słuchawce usłyszał znudzony głos automatu powtarzający „Nie ma takiego numeru”, wybrał jeszcze raz i sytuacja się powtórzyła. Założył płaszcz i wyszedł.

Na ulicy stała Pati i prostytutki, które kojarzył, ale w większości nie wiedział jak miały na imię. Podszedł i przywitał się.

-          O Gabi! Co jest? Znudziło ci się czekanie, aż miłość twojego życia puści kantem bogatego gnojka? Dla ciebie zniżka.

-          Ja nie w tej sprawie. Szukam Krzysztofa Makowskiego, znacie?

-          Synku, u nas to się raczej nie przedstawiają, a jak już to tylko Kowalski, albo Nowak.

-          Czekaj Pati! – Odezwała się jakaś dziewczyna o ładnej figurze, ale twarzy jak pysk buldoga. Wskazując nienaturalnie długim, czerwonym paznokciem na szary odrapany blok. – W tym bloku jakieś Makowskie mieszkają, ale to ostatnia żulerka. A jak tu stoję, widziałam już każde dno.

-          Dzięki.

-          Nie ma sprawy, jakbyś się jednak namyślił to wiesz…

-          Pomyślimy.

Ruszył do tego bloku. Wielka płyta, azbest na dachu, dziwne, że cokolwiek było w stanie tam żyć. Klatka schodowa śmierdziała uryną, kapustą i rozpuszczalnikiem do farb. Nie było domofonów, a na drzwiach nie było wizytówek. Zapukał do jednego z mieszkań.

-          Kogo niesie? – Odezwał się ochrypły, damski głos zza drzwi.

-          Szukam pana Makowskiego, wie pani gdzie mieszka?

-          Spierdalaj, z psami nie gadam!

-          Ale ja nie jestem z policji. Opieka społeczna.

-          Z wami też nie gadam. Dajecie tym menelom zasiłek, a mnie i moim dzieciom to nie łaska!?

-          Ja właśnie na kontrolę. – Drzwi się uchyliły, stała za nimi stara, zniszczona ciężkim życiem i alkoholem kobieta.

-          No nareszcie, jakie tam są awantury, wrzaski, łamanie mebli! Oni to każdą złotówkę przepiją.

-          Dobrze, dobrze, ale gdzie to?

-          A zabierzecie im zasiłek?

-          Jeśli kontrola wykaże nieprawidłowości to oczywiście.

-          To pod trzynastkę, trzecie piętro.

-          Dziękuje.

-          Ej, a w sprawie mojego zasiłku?

-          Zobaczę, co da się zrobić.

Znalazł to mieszkanie. Pod drzwiami była wąska smuga światła, grał telewizor. Zapukał i wszystko zgasło. Zrobiło się cicho, jedyne, co słyszał to dźwięki libacji piętro wyżej. Zapukał po raz kolejny. Wyraźnie udawali, że nie ma ich w domu.

-          Proszę otworzyć. Wiem, że tam ktoś jest. – Żadnej reakcji. Podobijał się jeszcze trochę i już miał odejść, ale usłyszał cichy damski głos.

-          Nie jesteś komornikiem?

-          Nie.

-          Rodziców nie ma.

-          A może ty mogłabyś mi pomóc? Proszę, to bardzo ważne. – Drzwi się otworzyły, stała za nimi młoda dziewczyna o kasztanowych włosach obciętych dość niewprawnie na pazia. Miała na sobie krótką czarną sukienkę, czarne rajstopy i biały sweter. Była w dziewiątym miesiącu ciąży. Na twarzy miała siniaki. Nie miała więcej niż osiemnaście lat.

-          Proszę wejdź. – Wpuściła go do zagraconego mieszkania. Usiadła i zapaliła papierosa. On też usiadł.

-          Nazywam się Wiktor Makowski.

-          Angelika Makowska. Jesteś jakąś moją rodziną?

-          Właśnie… nie jestem pewien. Znasz Marka Makowskiego?

-          Znać nie znam, to mój sławny stryjek. Ojca brat. Siedzi w psychiatryku od prawie trzydziestu lat. Czemu się nim interesujesz?

-          Widzisz, byłem adoptowany. Dowiedziałem się, że moja matka siedziała w szpitalu w Młodzicy, tam zaszła w ciążę, on jest chyba moim ojcem. Chciałem się czegoś dowiedzieć, ale ten szpital dawno zamknęli. Może wiesz, gdzie go znajdę?

-          A gdzie go nie było? Zaliczył Tworki, Lubliniec, Rybnik, nigdzie mu nie pomogli.

-          A gdzie jest teraz?

-          W Młynkowicach. Tam jest szpital dla przewlekle chorych psychicznie. Stamtąd się już nie wychodzi, chyba, że nogami do przodu. Jesteś bogaty? Zabierzesz mnie stąd? Jestem w końcu twoją kuzynką.

-          Przykro mi, jestem biedny jak mysz kościelna. Mieszkam w domu Szagala. Wiesz, gdzie to jest?

-          Wiem, byłam kiedyś jednym z dzieci pana Edzia.

-          Możesz tam ze mną iść. Szagal ci pomoże.

-          Nie, dzięki. To za blisko. Znajdą mnie tam i za kudły sprowadzą tu z powrotem. Miałam nadzieje, że mieszkasz gdzieś daleko. W innym mieście. Musisz już iść, oni mogą zaraz wrócić, a jak wypiją to dostają wścieklizny.

Wyszedł. Czuł się parszywie, że ją okłamał, ale jeszcze bardziej, dlatego, że wyszedł, a ona została w tym piekle i beznadziei. On miał jakiś start. Miejsce, gdzie nareszcie wszyscy go lubią i kogoś, komu na nim zależy.

Szedł ulicą, minął dziewczyny. Wciąż myślał o Angelice. Z tych rozmyślań wyrwały go krzyki. Odwrócił się i zobaczył, że jakiś wielki, gruby facet w dresie tłukł jedną z dziewczyn. Podbiegł i kopnął tego typa poniżej pasa.

-          Ty… – Tu padła wiązanka przekleństw, przerywana sapaniem. Typ chciał wstać, ale Morgan wykręcił mu rękę i przytrzymał na ziemi.

-          Przeproś panią.

-          Ja… nie będę tej kur… – Nie skończył, bo Morgan wykręcił mu rękę jeszcze bardziej prawie ją łamiąc. – Przepraszam! – Krzyknął grubas ze łzami w oczach. Morgan go puścił. Mężczyzna wstał odszedł na bezpieczną odległość i krzyknął do niego.

-          Jeszcze cię dojadę! Zobaczysz, kurwa, popamiętasz mnie! – Morgan zrobił krok w przód, facet zaczął uciekać. Wprawdzie bez trudu by go dogonił, ale po co?

-          Nic ci nie zrobił? – Spytał dziewczyny, zobaczył, że to Roksi, jedna z dziewczyn od Szagala. Siedziała na krawężniku i przyciskała zakrwawioną chusteczkę higieniczną do nosa.

-          Przeżyje, bywało gorzej. – Powiedziała Pati. – Dzięki za pomoc. To jakiś świr.

-          Impotent. – Dodała Roksi. – Dzięki Gabi.

-          Nie ma za co, ale powinnyście sobie kupić jakiś gaz pieprzowy, czy paralizatory. To niebezpieczna praca.

-          Przeżyjemy, a ja nie wiedziałam, że z ciebie taki superman. Jak chcesz to masz u mnie za darmo.

-          Dzięki, może później, na razie odprowadzę Roksi do Szagala. Ten nos powinien obejrzeć Krzysiek.

Pomógł jej wstać i ruszyli, ona się na nim opierała. Była mocno oszołomiona, co chwile potykała się na swoich wysokich obcasach. Jakoś jednak dotarli do domu. Przyprowadził lekarza, który stwierdził, że nie ma złamania. On już tego nie słyszał. Zniknął w swoim pokoju i poszedł spać. Co dziwne nic mu się nie śniło.

Następnego dnia wszystko było w porządku. Planował spotkać się z Tadeuszem, zaraz po lekcjach. Zaprowadził Erykę do szkoły, nawet nie musiał jej odprowadzać, bo pojechała do Wiktora. Wrócił do domu. Miał zadzwonić do Tadeusza, ale Szagal poprosił go na słówko.

Nie spodobało mu się to, miał złe przeczucia, było za dobrze, za długo żył na jego koszt. Teraz wyleci, albo będzie musiał rzucić szkołę i znaleźć sobie jakąś robotę. Nie chciał się poniżać. Prosić Wiktora by załatwił mu powrót do internatu, ale nie wiedział, co ma zrobić. Od ojca dostawał jakieś grosze, nie wystarczyło na życie, a co dopiero na czynsz. Może Jacek przyjąłby go na barmana. Nie chciał stamtąd odchodzić, przynajmniej jeszcze nie teraz. Tam było mu tak dobrze.

-          Tak? – Powiedział cicho wchodząc do pokoju Szagala.

-          Coś taki zmarnowany?

-          Bo chyba wiem, o co chodzi. Proszę cię, nie wyrzucaj mnie.

-          Dlaczego miałbym cię wyrzucać?

-          Bo nie płacę, ale jakoś zdobędę forsę, zapłacę wszystko, obiecuję.

-          Oj, dobry z ciebie chłopak, ale głupi jak but z lewej nogi. Nie mam zamiaru cię wyrzucać. Chciałem cię pochwalić za to, co wczoraj zrobiłeś.

-          Wczoraj?

-          Nie wiesz, o co mi chodzi?

-          No… nie, nie bardzo…

-          Roksi. Podobno rzuciłeś się na jakiegoś stupięćdziesięciokilowego byka, który ją zaatakował.

-          On nie był taki duży. Zresztą każdy by tak zrobił.

-          Naprawdę jesteś głupi. Na ulicy było wtedy pusto?

-          Nie pamiętam. Chyba tak.

-          Nawet gdyby nie było, to i tak nikt by się nie ruszył. Bo i dlaczego ryzykować własnym zdrowiem lub życiem dla obcej kurwy? Oni wszyscy są ślepi. Normalni boją się oddychać tym samym powietrzem co my, by nie stać się takim marginesem. Są i tacy tolerancyjni. Ale i to jest pic na wodę. Bo gdyby ten typ był mniejszy i zaatakował nauczycielkę czy pielęgniarkę to by mogli bohaterzyć, ale jeśli napadł dziwkę czy narkomankę to, po co się narażać? Wystarczy, że tolerują ją na ulicy. W takim przypadku tolerancja kończy się na tym, że sami jej nie zaatakują. No i jeszcze ci święci, dla których jesteśmy dnem, od którego nie można się odbić. To ta banda, wybija mi okna. Słuchają radyjka i nie mogą się nadecydować, kto jest z nich najbardziej bez grzechu i któremu pierwszemu przypadnie zaszczyt rzucenia w kogoś z nas kamieniem. A ty po prostu podbiegłeś i pomogłeś Roksi. Kurwa, ty nawet nie rozumiesz, że zrobiłeś coś wspaniałego. Dla ciebie to normalne, że jak ktoś bije dziewczynę, to trzeba ją obronić.

-          Ja żałuje, że go kopnąłem, ale nie miałem wyjścia. Chciał zrobić jej krzywdę.

-          No, jeszcze lepiej. Jeśli chodzi o wyrzucenie cię z domu, to nie mam i nie miałem takiego zamiaru. Mało tu ludzi mieszka ostatnio. Zwłaszcza dobrych.

-          Mało? Szagal tu jest jak na dworcu.

-          Kiedyś bywały takie dni i tygodnie, że niektórzy musieli spać po czterech w jednym łóżku. Teraz sporo pokoi stoi pustych. Ostatnio Widelec i Zombi, teraz Magda myśli czy nie odejść. Wyludniamy się. Kilku meneli sam wywaliłem, bo się awanturowali, kradli i dokuczali kobietom. Mnie nie zależy na pieniądzach. Ech… przy okazji dziewczyny demokratycznie wybrały cię na swojego alfonsa. Takie wyróżnienie.

-          Co?!

-          No alfonsem zostałeś.

-          Ale ja nie chcę.

-          Wyluzuj, u nas to i tak tytuł honoris causa. Jacek zawsze się dziewczynami opiekował i tak raczej zostanie. Pewnie narysują ci laurkę, czy kupią jakieś czekoladki w podziękowaniu.

-          Tak właściwie to te dziewczyny się nie boją? Na filmach to zawsze gangsterzy, psychopaci, mafia…

-          Tu najgorsza mafia nosi koloratki, albo niebieskie mundury. A jak to trafnie ujęła Triksi „Policja nic im nie zrobi, bo to one robią policji.” Księżom zresztą też. Jak się kiedyś taki młody wikary, idealista zaperzył na ambonie i mohery zaczęły pisać petycje, to nawet gliniarze wzięli się do roboty. Karwański im kazał, bo bał się, że straci elektorat. Różana miała być oczyszczona z „podejrzanego elementu”. I nic. Dziewczyny mają kolekcję foto z biskupem i kilkoma innymi szychami kościelnymi i świeckimi. Pewnie i Karwańskiego tam gdzieś mają. Wikarego przenieśli na plebanie do jakiejś zapyziałej wsi w Bieszczadach, a Różana ma się nieźle. A wracając do ciebie. Tu jest twój dom i nikt cię nigdy nie wyrzuci. A kiedy już odejdziesz, pamiętaj, że zawsze możesz tu wrócić. Gdyby ci w życiu nie wyszło, albo i wyszło, ale zatęskniłbyś za starą biedą, drzwi zawsze będą dla ciebie otwarte. – Szagal podał mu rękę.

-          Dziękuje. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.

-          Wiem, uwierz. Kiedy starzy wywalili mnie z domu, bo powiedziałem, że nie zostanę inżynierem, mnie też tak ktoś powiedział. Ja byłem wtedy zerem, ty jesteś bohaterem. Tym bardziej należy ci się szansa na normalne życie.

-          To miłe, ale żaden ze mnie bohater. Jestem zwykłym tchórzem. Nie potrafiłem się przeciwstawić, kiedy to było najbardziej potrzebne. – Pomyślał o śmierci Joasi, o ojcu.

-          Tchórz to bohater, któremu trochę nie wyszło.

-          Słyszałem to już kiedyś. Dzięki za wszystko. – Powiedział i wyszedł.

Mimo wszystko był smutny. Cieszył się, że wreszcie ktoś go docenia, ale czuł, że na to nie zasługuję. Ani Szagal, ani dziewczyny, ani nawet Eryka nie mieli pojęcia jaki jest naprawdę. Nawet samo to, że nie zapytał tego grubasa, czemu bije Roksi, nie krzyknął „Uspokój się!” tylko od razu go kopnął świadczyło przeciw niemu.

Zszedł na dół i sięgnął po słuchawkę telefonu. Nie zdążył jej podnieść, bo telefon zadzwonił. Morgana trochę to zdziwiło, ale odebrał.

-          Słucham.

-          Morgan to ty?

-          Tak, Emil?

-          Jest u ciebie Eryka?

-          Nie, miała być z Wiktorem.

-          Wyszła od niego, powiedziała mu, że idzie do domu, ale nie przyszła. Wiktor zadzwonił, bo zostawiła u niego komórkę. Wyszła godzinę temu.

-          Cholerna Złotówa, nie mógł jej odwieźć? Na paliwo go nie stać?

-          Powiedziała, że chcę się przejść. Boje się.

-          Dobra, może poszła do jakiejś przyjaciółki.

-          Ona nie ma przyjaciół, oprócz ciebie.

-          To może znowu zdradza Wiktora? Posłuchaj, nie panikuj. Ja sprawdzę Pandemonium i Africę. Zadzwoń za dwie godziny, powiesz mi czy wróciła, lub odezwała się do Wiktora. Siedź w domu i czekaj.

* Ulica róż – Tytuł rozdziału w oryginale brzmiał „Dziewczyny z Różanej”, jednak zmieniłam bo tak fajniej brzmi, przynajmniej dla mnie. „Ulica róż” (ros. „Улица Роз”) to tytuł piosenki zespołu Aria.

Kolejny rozdział będzie bardzo długi, dlatego też będzie on podzielony na dwie części. Raz, że tak jest wygodniej czytać. Dwa, że kiedy rozdział ma około dwudziestu stron w Wordzie to nie chce się zapisywać na tej stronie w całości, ucina koniec. Trzy, ze w tym rozdziale bardzo dużo się dzieje i bez problemu można podzielić to na dwa osobne rozdziały.

W części pierwszej…

Wciąż nie wiadomo gdzie jest Eryka. Gabriel boi się o jej życie, Aleksiej i jego towarzysze proponują mu pomoc, pod warunkiem jednak, że weźmie udział w tajemniczym rytuale, którego celem rzekomo jest przywołanie i zapanowanie nad upiorem. Rytuał kończy się tragicznie, Królowa Śniegu faktycznie zostaje przywołana, jednak nie udaje im się nad nią zapanować. Jedna osoba ginie, Gabriel dostaje od Królowej szanse uratowania swojego życia, rezygnuje z niej jednak by ocalić Erykę. Zapraszam, tym razem wyjątkowo w czwartek 6 grudnia z okazji Mikołajek :)

Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS