Rozdział 25 Młot na czarownice*

Dodano 11 stycznia 2013, w opowiadania, przez regina.anna

Ogłoszenia:

Po pierwsze, zgłosiłam bloga do konkursu na bloga roku. Oczywiście nie mam złudzeń, zrobiłam to tylko dlatego, żeby podnieść nieco jego popularność, ale jeżeli ktoś sobie życzy niechaj na mnie głosuję, link w dodatkach.

Po drugie próbowałam rozplanować kolejne rozdziały, tak żeby to wypadło w miarę do końca zimy. Z planowania wyszło mi na razie takie coś:

Rozdział 25 Młot na czarownice – 11 stycznia (piątek)

Rozdział 26 Witaj w piekle – 18 stycznia (piątek)

Rozdział 27 Zbrodnia i kara – 25 stycznia (piątek)

Rozdział 28 Linia życia (Część 1) – 1 lutego (piątek)

Rozdział 28 Linia życia (Część 2) – 8 lutego (piątek)

Rozdział 29 Wszystko się łączy (Część 1) – 14 lutego (czwartek, Walentynki)

Rozdział 29 Wszystko się łączy (Część 2) – 15 lutego (piątek)

Rozdział 30 Cisza przed burzą – 22 lutego (piątek)

Po rozdziale 30 jest coś co nazywa się „Rządy Królowej” i składa się z siedmiu części, które jakoś zostaną rozplanowane. Potem będzie jeszcze trzy rozdziały i epilog. Jak znam życie dopisze jeszcze posłowie. Jak dobrze pójdzie do końca marca jakoś to skończymy. No i mniej więcej tak to będzie wyglądać :)

Drzwi się otwarły. Bez huku, ale szybko. Oni nie pukali, weszli jak do siebie, a może pukali, tylko nikt ich nie usłyszał? To było w tym momencie bez znaczenia. Ważne było to, że natychmiast zrobiło się cicho, ktoś nawet wyłączył muzykę. W zasadzie to nic dziwnego, w domu Szagala było przecież tylu dziwaków i szaleńców, że jego mieszkańców nic już nie powinno szokować. Policja co jakiś czas wpadała, Kaktusowi zdarzało się jeździć wokół domu na rowerze, w samych gaciach i śpiewać przy tym wulgarne piosenki, Szagal biegał w różowym szlafroku, Kassandra co i rusz wróżyła koniec świata, więc to nie było nic takiego.

Jednak oni byli nie na miejscu, reprezentowali coś, co nimi gardziło i ich potępiało. W tej ciszy, jaka tam zapanowała każdy krok, jaki Sawicki stawiał na drewnianej podłodze, brzmiał jak wystrzał, albo jakieś niewypowiedziane oskarżenie. Za nim, cichy i zgarbiony niczym wielki szczur, który, mimo swych rozmiarów, wolałby pozostać niezauważony, przemykał ksiądz proboszcz. Pierwszy odezwał się Szagal. To był jego dom, więc musiał im pokazać, że to on tu rządzi.

-          No proszę. Nie za wcześnie trochę na chodzenie po kolędzie? Czego tu? – Sawicki jakby go nie słyszał. Wyszczerzył tylko te swoje długie, żółte, wampirze zębiska i rozglądał się po pomieszczeniu. Każdy, komu spojrzał w oczy, natychmiast odwracał wzrok. Iwan, razem ze swoją gotycką przyjaciółką, schował się za kanapą. Chłopiec mocno ją trzymał i powtarzał, żeby na niego nie patrzyła.

-          „Upadł, upadł Wielki Babilon i stał się siedliskiem demonów i schronieniem wszelkiego ducha nieczystego i schronieniem wszelkiego ptactwa nieczystego i wstrętnego. Gdyż wszystkie narody piły wino szaleńczej rozpusty jego i królowie ziemi uprawiali z nim wszeteczeństwo…” „…aż do nieba dosięgły grzechy jego i wspomniał Bóg na jego nieprawości.”* – Wszyscy zamilkli, nawet Babcia Aniela, była wyraźnie zaniepokojona tym osobnikiem.

-          O ja pierdolę. – Powiedział Kaktus, a wzrok Sawickiego spoczął na nim. Kaktus szybko odwrócił wzrok. – Wybełkotał tylko coś jakby „Nie moja wina”. Sawicki spojrzał na Janis, wytrzymała dłużej niż Kaktus, ale zrobiła się blada i odwróciła twarz.

-          „Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli.”* – Sawicki spojrzał na Szagala. – Grzeszniku, czy do ciebie należy ten przybytek rozpusty?

-          Tak. – Odparł Szagal, patrząc w podłogę i co ciekawe udając, że widzi tam coś interesującego. – Szukamy Gabriela Morgana.

-          Zostaw go, Sawicki. – To był Iwan. Wyszedł zza kanapy. – Trzymaj swoje kościste łapy z daleka od Gabriela.

-          Iwan Krynin. Proszę, proszę, znalazłeś sobie nowego pana? Słyszałem, że Kriukow już się smaży w piekle. Masz ochotę do niego dołączyć?

-          A co żałujesz, że sam go nie zakatrupiłeś? Tak wygląda twoje katolickie miłosierdzie?

-          „…jeśliby kto umyślnie przeciw bliźniemu swemu zasadziwszy się zdradą zabił go, i od ołtarza mego weźmiesz go i zabijesz!”*

-          Księga Wyjścia, rozdział dwudziesty pierwszy, werset czternasty, dlatego właśnie brzydzę się twoją zakłamaną i gówno wartą wiarą. Daj nam spokój, ta sprawa nie dotyczy ciebie. – Iwan najbardziej bał się jego wzroku.

-          Nie będę dyskutował z zawszoną prostytutką. Gdzie jest ten chłopak?! – Morgan już miał się odezwać, ale Magda go ubiegła.

-          Daj mu spokój. Czego od niego chcesz? – Teraz spojrzał na nią. Mocniej przytuliła dziecko.

-          Młoda nierządnico, jak śmiesz się odzywać do mnie? – Ojciec Sawicki wbił w nią wzrok i niebezpiecznie nachylił nad nią i Violetką. Widok Iwana doprowadził go do stanu, przypominającego poważną psychozę. Magda się skuliła, czuła jego oddech. – Powiedz dziecko, znasz tego chłopaka? – Wysyczał.

-          Ojcze… – Odezwał się ksiądz proboszcz, bardzo cicho.

-          Milcz!

-          Co tu się, kurwa, dzieje?! – Sawicki natychmiast się wyprostował i spojrzał na autora tej wypowiedzi. Stał w drzwiach, z czerwoną od mrozu twarzą. Ich oczy się spotkały. – Ty jesteś Gabriel Morgan. – Raczej stwierdził fakt niż spytał. Wszyscy byli już w takim szoku, że nikt nie był w stanie się ruszyć.

-          Może tak, może nie. Coś ty za jeden i czego chcesz? – Powiedział, nie odrywając oczu od Sawickiego. Nie wyglądało na to, że miał jakikolwiek problem z patrzeniem na niego.

-          „Kimże jest ta, która świeci z wysoka jak zorza, piękna jak księżyc, jaśniejąca jak słońce, groźna jak zbrojne zastępy?”*

-          Że co? Wybacz koleś, ale nie jesteś w moim typie.

-          Jesteś Gabriel?

-          A ty to, kto? I czego chciałeś od Magdy?

-          Wysłannik Pana. Głos Boga, Cień Jego na ziemi. Nie musisz odpowiadać wiem, że to ty. – Sawicki odwrócił wzrok. Nie wytrzymał spojrzenia tych oczu. Iwan otworzył usta, ale milczał. Spokój wygrał z szaleństwem. Błękit pokonał czerń i mrok.

-          Sorry stary, mylisz się. – Odparł Zombi.

-          Wystarczy. To ja jestem Morgan. – Sawicki spojrzał mu w oczy i jego twarz znów przyjęła wyraz obłąkania.

-          Ty? – Powiedział i roześmiał się histerycznie. Morgan opuścił wzrok. Teraz rozumiał co takiego było w tych oczach. Czuł, że Sawicki widzi jego duszę ze wszystkimi ranami i że wiedział jak bardzo Morgan się boi. Ojca, śmierci, tego, że kogoś skrzywdzi. Czuł, że te nieprzeniknione oczy psychopaty widzą to, co było najgorsze, to, o czym chciałby zapomnieć i czego nie jest w stanie udźwignąć. Śmierć Joasi, gwałt, całą prawdę o Wiktorze. – „Lecz ojciec jego, przeto, że czynił krzywdę, co jest cudzego, bratu gwałtem brał, a to, co jest dobrego, nie czynił w pośrodku ludu swego: przetoż oto umrze dla nieprawości swojej.”*

-          Czego chcesz?

-          Porozmawiać. Na osobności.

-          Dobrze, na górze jest mój pokój.

-          Nie idź z nim! – Powiedział Iwan.

-          Spokojnie, nic mi nie zrobią. – Nie był taki pewien, ale powiedział to, żeby wszystkich uspokoić. – Babciu, spóźnisz się na pasterkę. Magda… mówiłem, że on wróci. – Magda się lekko uśmiechnęła, wciąż była przestraszona.

-          Jakby co, to krzycz. – Powiedział Szagal. Morgan i księża poszli na górę. Magda wstała i podbiegła do Zombiego. Rzuciła mu się na szyję i bardzo mocno przytuliła.

-          Ej, spokojnie, ja nadal się rozsypuję. – Puściła go i otarła łzy.

-          Ty… ty… – Strzeliła go z otwartej ręki w twarz. Kaktusowi się to bardzo spodobało i zaczął ją dopingować, żeby to powtórzyła. Magda go zignorowała – Szujo! Nie zadzwoniłeś! Nie napisałeś! Wiesz, jak się martwiłam?! Myślałam, że nie żyjesz! – Tym razem to on ją złapał i objął, ale raczej dlatego, że wolałby nie dostać drugi raz w twarz.

-          Patrz Szagal, strach, radość, wściekłość. Wszystko w ciągu zaledwie paru sekund. Kobiety. Co za wynalazek! Nawet takie malutkie. A teraz serio, co tu się dzieje?

-          Nie mam pojęcia. Wpadli tu i… Iwan?

-          Nie chcecie wiedzieć.

Tymczasem Morgan wszedł pierwszy do pokoju, za nim Sawicki, a na końcu proboszcz. Usiedli, Morgan na krześle, a księża na łóżku.

-          Iwan miał rację, ta sprawa księdza nie dotyczy. Nie może ksiądz nam pomóc.

-          „…wszystko jest możliwe dla wierzącego…”*

-          Proszę, niech ksiądz przestanie. Wiem, co się stało i co ma się stać. Temu nie można się przeciwstawić. Zresztą, ja już chyba nie wierzę.

-          Nie bluźnij. „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz tak, jakbyś nie otrzymał?”*

-          Co ja takiego otrzymałem od tego twojego Boga? Życie, którego nienawidzę i byłoby lepiej gdybym się w ogóle nie urodził? Pasmo cierpień, na jakie zostałem skazany, a nawet nie wiem, za co? I raz, kiedy poczułem, że przez chwile mogę być szczęśliwy, że może mnie spotkać coś dobrego, wtedy dostałem w prezencie świadomość, że zostałem skazany, tym razem na śmierć, za to, że się urodziłem jako syn swojego ojca? No? Masz na to odpowiedź, cytat jakiś?

-          „Przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże.”*

-          To była ironia.

-          Opętany heretyku! Azali nie drżysz przed Słowem Bożym?

-          Nad nią Bóg nie ma władzy. Ona istnieje z powodu ludzkiego grzechu. Powstała z krzywdy i nienawiści. Istniała i działała, przemilczana i spychana na margines codziennych wydarzeń dlatego, że to „mniejsze zło”. Wszyscy to widzieli, ale nikt nic nie zrobił, bo wygodniej było spisać na straty kilka dziewczyn, nie dostrzec istnienia Zgromadzenia, a zło, jakie ono wyrządza nazwać dziecinną zabawą. Teraz jest za późno. Nikt nic nie może zrobić, nawet ty.

-          „Różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkim.”*

-          Boże, no beton, skąd go ksiądz wytrzasnął? – Spytał Morgan skulonego proboszcza.

-          Z Watykanu, proszę cię, ja nie chcę umierać.

-          Ja też nie chcę. Ale to nic nie da. W jej wypadku piekło, ani niebo nie mają znaczenia.

-          To demon z samego dna piekieł. Przeklęta dusza, której Szatan nie pozwala zaznać spokoju.

-          Ojcze, ja naprawdę nie uważam, aby to był dobry pomysł, żeby jeszcze ojciec był w to zamieszany. Ja widziałem, jak tragicznie może się to skończyć.

-          Wilki, tak? – Morgan lekko zdziwiony pokiwał głową.

-          Skąd ojciec wie?

-          Grzesznicy mają już nawet takie same sny. – Powiedział i spojrzał na proboszcza, który jeszcze bardziej się skulił i niżej opuścił głowę.

-          Dobra, poddaje się, niech ksiądz czyni, co uważa.

Kilkugodzinne egzorcyzmy nie przyniosły żadnego skutku. Morgan gdzieś w trakcie usnął, mimo krzyków Sawickiego i polewania święconą wodą. Obudziło go dopiero uderzenie w twarz.

-          Żyjesz heretyku?

-          Nie tak mocno, dobra? Co jest?

-          Kończymy, nie jesteś opętany.

-          A to nowość. Dobra, do widzenia, spadajcie.

-          Dobrze, ale jeśli…

-          Tak, tak, jak zacznę mówić niezrozumiałym językiem i wzywać Pana Ciemności to dam wam znać. Ave Satan.

-          Heretyk.

-          Świr. Drzwi są tam.

Sawicki coś jeszcze warknął, ale wyszedł, za nim podreptał ksiądz. Morgan wstał z krzesła. Spanie z głową opartą o biurko nie było zbyt mądrym pomysłem. Teraz wszystko go bolało. Położył się do łóżka i zamknął oczy. Gdy już usypiał usłyszał, że drzwi się otwierają.

-          Kurwa, mówiłem, żebyście się wynosili?

-          Gabrielu, to ja.

-          Wania? Wybacz, myślałem, że to ci czarni debile. – Iwan usiadł na brzegu jego łóżka.

-          Nic ci nie zrobił?

-          Nie, raczej nie. Tylko jestem zmęczony, proszę cię, porozmawiamy jutro.

-          Mogę z tobą spać? Tylko dzisiaj, proszę, obiecuje nic nie robić, zresztą to zawsze były tylko żarty, to mogę? Proszę… – Był wyraźnie przestraszony.

-          Jasne, kładź się, tylko nie chrap, bo cię uduszę.

-          Dziękuje. – Powiedział rozpromieniony i wpakował mu się pod kołdrę. – Ja nigdy nie chrapie. – Przytulił się do niego.

-          Może nie tak mocno?

-          Wybacz.

-          Co się stało, co? Sawicki tak cię przestraszył?

-          Nie, po prostu nie chcę być sam. Ty chyba też?

-          No… naprawdę nic nie da się zrobić?

-          Naprawdę. Nie możesz uciec przed śmiercią, nikt z nas nie może.

-          Myślisz, że powinienem powiedzieć Eryce? Czuję się jakbym ją wykorzystywał.

-          Nie. Niewiedza chroni tych, których kochasz.

-          Co z nią będzie? Kiedy już…

-          Nie wiem. Kiedyś potrafiłem przewidzieć to, co ma się stać, ale teraz jest tam jakby mgła i ciemno, nic nie widać. Wiem, że umrzesz, nie pytaj jak, widzę to, ale dalej już nic nie ma. Tak jakby nie zapadła jeszcze jakaś ważna decyzja. Myślę, że to dlatego, że coś takiego się jeszcze nie zdarzyło.

-          Dlaczego? Dlaczego teraz? Czemu my? Jesteśmy przecież niewinni. Nie zabiliśmy jej.

-          Ona też była niewinna.

-          Tyle zła się wydarzyło. Tyle podłości, wieki krzywd, okrucieństwa i wojen, morderstw w imię religii, czy bezsensownych ideologii. W czym ona była tak wyjątkowa?

-          Może we wszystkim, a może w niczym. Nie wiem.

-          Skoro to demon, czemu Sawicki na nią nie działa?

-          Sawicki jest potężny, bardzo potężny. Jego wiara jest tak wielka, że nawet Aleksiej się go bał. Zna na pamięć całą Biblię, a jednak jednego fragmentu nie jest w stanie pojąć. Kiedyś, bardzo dawno temu, on go rozumiał, ale i jego dusza została okaleczona. To fragment o tym, co dawało jej siłę by żyć i o tym, przez co zginęła.

-          Co to za fragment?

-          Dowiesz się… gdy nadejdzie czas. – Zasnęli.

I znowu te przypisy… bleee…

* Młot na czarownice (Malleus Maleficarum) to tekst na temat magii, spisany przez dominikańskiego inkwizytora Heinricha Kramera, być może we współpracy z innym inkwizytorem z tego zakonu Jacobem Sprengerem. Tekst ten został po raz pierwszy opublikowany w 1487 i stał się znany jako podręcznik łowców czarownic od XV do XVII wieku. Był uważany za jedno z podstawowych kompendiów wiedzy o czarach, czarownicach i ich związkach z Szatanem.

*Upadł, upadł Wielki Babilon i stał się siedliskiem demonów i schronieniem  wszelkiego ducha nieczystego i schronieniem wszelkiego ptactwa nieczystego i wstrętnego. Gdyż wszystkie narody piły wino szaleńczej rozpusty jego i królowie ziemi uprawiali z nim wszeteczeństwo…” „…aż do nieba dosięgły grzechy jego i wspomniał Bóg na jego nieprawości (Ap. 18, 2-3)

* Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli (Gen. 19,26)

* jeśliby kto umyślnie przeciw bliźniemu swemu zasadziwszy się zdradą zabił go, i od ołtarza mego weźmiesz go i zabijesz! (Ex. 21,14)

* Kimże jest ta, która świeci z wysoka jak zorza, piękna jak księżyc, jaśniejąca jak słońce, groźna jak zbrojne zastępy (Pnp 6, 10)

* Lecz ojciec jego, przeto, że czynił krzywdę, co jest cudzego, bratu gwałtem brał, a to, co jest dobrego, nie czynił w pośrodku ludu swego: przetoż oto umrze dla nieprawości swojej (Ezech. 18,18)

*wszystko jest możliwe dla wierzącego (Mk 9, 23)

* Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz tak, jakbyś nie otrzymał? (1 Kor 4,7)

* Przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże (1 Kor 2,1)

* Różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkim (1 Kor 12,6)

W następnym rozdziale…

Gabriel wraz z Tadeuszem jedzie do szpitala psychiatrycznego w którym przebywa Marek Makowski. Udaje mu się nakłonić lekarkę, aby pozwoliła z nim porozmawiać, dowiaduję się coraz więcej przerażających szczegółów na temat swojego ojca. Dostaje od niego niejasne wskazówki. Tymczasem również Jakub już wie, że coś się dzieję. Postanawia usunąć świadków… do zobaczenia 18 stycznia :)

 

Jedna odpowiedź na Rozdział 25 Młot na czarownice*

  1. ~Ola pisze:

    Witam,

    bardzo ciekawy blog.Nie mogę doczekać się kolejnych części.
    Zapraszam do odwiedzin: http://www.samoloty-moja-pasja.blog.pl

    Pozdrawiam i życzę Miłego Dnia! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS