Rządy Królowej

Dodano 22 lutego 2013, w opowiadania, przez regina.anna

Prolog:

Przeklęta krew

Natalia zataczała się już przy polonezie. Morgan jednak stwierdził, że nie będzie niańczył Wiktora, był w końcu dorosły i umiał sobie radzić z nachalnymi panienkami.

On bawił się świetnie. Absolutny brak umiejętności tanecznych i alkohol dały dość zabawny efekt, jeśli chodzi o jego dokonania na parkiecie. Gdy w końcu się zmęczył znalazł zaciszne miejsce, w mroku jednego z bocznych korytarzy, gdzie wziął się za Erykę. Poczuła, że robi się niebezpiecznie, gdy jego ręka znalazła się pod jej sukienką.

-          Przestań! Ktoś nas może zobaczyć.

-          Daj spokój, wiesz, co się mówi o studniówce, chcesz nie zdać matury?

-          Dobra, ale nie tutaj.

-          To gdzie?

-          Do podziemi, wejście jest otwarte.

-          A jak ktoś pójdzie tam zapalić?

-          Wszyscy jarają po kiblach, tam jest bezpieczniej.

Poszli, całkowicie nieświadomi, że byli obserwowani. Brygida szybko pobiegła z tą wiadomością do Darii i Dagmary, szybko dowiedzieli się też Oskar i Paweł. Po chwili oni i Adam poszli do piwnicy. Szybko ich znaleźli. Eryka początkowo ich nie zauważyła.

-          Eryka. – Morgan wypuścił ją z objęć. Zaczęli się szybko ubierać. Właściwie ona opuściła tylko suknię. Poczuła się skrępowana, tym, że jej majtki leżały już na podłodze. Morgan postanowił interweniować.

-          Przepraszam panowie, ale co wy tu, kurwa, robicie?

-          Chcieliśmy się przyłączyć. – Powiedział bezczelnie Oskar.

-          Wychodzimy. – Morgan wziął Erykę za rękę.

-          Nie wydaje mi się. – Odezwał się Oskar. Morgan się bronił, ale Paweł i Adam mocno go trzymali.

-          Puśćcie go!

-          Eryka uciekaj!

-          Nie zostawię cię.

-          Wzruszające. – Powiedział Oskar znudzonym tonem.

-          Odpierdol się od nas! Zostaw go! – Dagmara i Brygida ją złapały.

-          Zamknij się kurwo! – Oskar strzelił ją w twarz, Dziewczyny zaczęły się śmiać. Morgan się szarpał, ale Adam i Paweł mocno go trzymali.

-          Oskar, ty trochę nie przeginasz? – Spytał zaniepokojony Adam.

-          Należy jej się. – Oskar przejechał dłonią po jej szyi i piersiach. – Będzie fajnie. – Splunęła mu w twarz, a on znów ją uderzył. – Daria, sprowadź tu naszego honorowego gościa.

-          Kogo?

-          Jak to? Wiktora. Powiedz mu, że mamy niespodziankę, ale nie mów jaką.

-          Daria! Sprowadź pomoc, oni chcą mnie zgwałcić! – Daria się przestraszyła, ale Oskar przerażał ją bardziej. Po chwili pojawił się Wiktor, ale już bez niej.

-          Co jest?

-          Złapaliśmy tu tę parkę. Fajnie, co?

-          Oskar, co ty znowu odpierdalasz? – Wiktor zdawał się być spokojny i opanowany, wręcz znudzony, ale ręce miał w kieszeniach.

-          Daj spokój, przecież jej się to należy. Zdradzała cię, puszczała się na lewo i prawo, teraz z nim. Przecież to obrzydliwe. Z takim czymś. A on? Myślisz, że to twój przyjaciel? Podlizuje ci się tylko dlatego, żebyś dał mu spokój, za twoimi plecami się z ciebie nabija. Zgromadzenie to twoi prawdziwi przyjaciele, twoja rodzina. – Wiktor wziął głęboki oddech. Morgan liczył, że mu nie uwierzył, ale nie miał pewności. Widział, że Wiktor walczy ze sobą.

-          Oskar… dwa słowa: „Lecz” „się”. Puśćcie ich. – Adam i Paweł spojrzeli po sobie. To samo zrobiły Dagmara i Brygida. – Co powiedziałem?!!! – Morgan miał złe przeczucia. To wszystko wyglądało na zaplanowane, co gorsza zaplanowane przez coś znacznie podlejszego i mądrzejszego niż Oskar. A tymczasem on i Eryka dalej byli trzymani, a Oskar wyglądał na pewnego siebie, swojej wygranej.

-          Wiedziałem. – Syknął. – Robisz to, co ona ci każe. Paweł słyszał jak nas zdradziłeś. Powiedziałeś, że masz gdzieś Zgromadzenie, że chcesz tylko skończyć szkołę i z tym wszystkim zerwać. Ale to nie jest zabawa pieszczoszku, to zostaje na zawsze. Kiedykolwiek i gdziekolwiek byśmy byli to zawsze będzie w nas., silniejsze niż miłości, przyjaźnie, więzy krwi. Ale co może o tym widzieć taka przybłęda bez tradycji jak ty? Trzeba było iść do liceum do Krakowa jak twój tatuś. Nigdy nie byłeś i nie będziesz jednym z nas!

-          Mogłem cię usmażyć, mój błąd. – Odpowiedział  Wiktor najspokojniej w świecie. Tak jakby ta przemowa do niego nie dotarła. Morgan jednak rozumiał, że Oskar doskonale wiedział co ma mówić. Gdzie uderzyć żeby zabolało. Nie musiał wiedzieć wszystkiego o Wiktorze. To było bez znaczenia. Królowa wiedziała. Królowa była Zgromadzeniem. Oskar mówił jej słowami.

-          To już nie działa. Raz w życiu zachowaj się jak facet. Jesteś jednym z nas? To Udowodnij! – Wskazał na Erykę. – Jeśli tego nie zrobisz, my to zrobimy! Jesteś z nami, albo z nimi! Dziś i tak raz na zawsze ukarzemy jedną kurwę i mi to bez różnicy czy razem z nią poślemy diabłu jednego czy dwóch zdrajców. – Wiktor spojrzał na Adama.

-          Więc to tak? – Cała władza okazała się iluzją. Nie było kręgów, nie było jednego przywódcy. Zgromadzeniem nie rządził nikt, tylko moc wyrządzonego zła. – Dobrze.

Podszedł do Eryki i posadził ją na podłodze. Ukląkł przed nią, trzymając jej ręce. Ona płakała i była przerażona. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje.

-          Karwański! Tylko ją dotkniesz, a obiecuję, że cię zabiję! – Morgan szarpał się tak mocno, że nawet Paweł z Adamem nie mogli go utrzymać. Oskar skoczył by im pomóc. Wiktor zaczął szeptać coś do ucha Eryki.

-          Gość ma gadane, jeszcze laska sama nogi rozłoży. – Powiedział Oskar. Dziewczyny zaczęły się szyderczo śmiać.

-          Oskar, to idzie trochę za daleko… przecież ich nie zabijemy, prawda?  – Powiedział wystraszony Adam.

-          Zamknij się. Pamiętasz, przez kogo jestem oszpecony na całe życie? – To Adam ostrzegł Wiktora, Oskar wykorzystywał jego poczucie winy.

To wszystko jakby nie dotyczyło Wiktora i Eryki.

-          Moja piękna. Nie bój się. Nie wiem jak to się skończy, ale chcę, żebyś wiedziała, że to co czuję jest prawdziwe, ja naprawdę cię kocham. Coraz trudniej mi zrozumieć, czemu wybrałaś jego, ale to twoja decyzja. Proszę cię tylko o jeden ostatni pocałunek. Tylko to.

-          Dobrze. – Wyszeptała. Spojrzał na nią i pocałował ją, odwzajemniła pocałunek ku uciesze Oskara.

-          Eri Schaffer, jak zawsze chętna. – Powiedział i uderzył Morgana, łokciem w brzuch. Tymczasem Eryka, która na moment odzyskała nadzieję, zrozumiała, że coś jest nie tak. Mimo, że to wciąż był ten sam Wiktor, to jednak coś się zmieniło.

-          Nikogo nigdy tak nie pragnąłem.

-          Wiktor… – Nie przestawał jej dotykać. Jego dłonie znalazły się pod jej sukienką. Leżał na niej, nie mogła się ruszyć. Wciąż ją całował. Jakby nie rozumiał, że ona tego nie chcę. – Proszę nie!

-          Wiktor! Zostaw ją! Wiktor błagam! Ty taki nie jesteś! – Krzyczał Morgan.

-          A niby skąd ty, kurwa, wiesz, jaki ja jestem? – Warknął. Nie patrzył na niego. Nawet jego głos się zmienił. On już nie był sobą.

-          Sam mówiłeś, że Zgromadzenie nie jest najważniejsze!

-          Kłamałem.

-          Wiktor! Nie jesteś taki! – W oczach Morgana pojawiły się łzy, a w jego głosie słychać było ostateczna desperację. – Wiktor! Nie możesz być! Nie jesteś taki jak on! Nie jesteś taki jak nasz ojciec! – Wiktor na niego spojrzał. Wszyscy na niego patrzyli.

-          No proszę. Gabrysi się coś pojebało. – Powiedział Oskar, ale Morgan mu przerwał.

-          Nic mi się nie pojebało. Wiktor i ja mamy jednego ojca. Niespodzianka zjeby! Cały ten czas rządził wami syn… – Głos Gabriela zadrżał, tak jakby nie chciało mu to przejść przez gardło – …Jakuba Morgana! – Wiktor wstał. Zrobił dwa kroki w jego kierunku, patrzył na niego z niedowierzaniem, był blady. Po chwili rzucił się na niego, Oskar, Adam i Paweł w ostatniej chwili uskoczyli. Morgan poczuł, że Wiktor bardzo mocno pchnął go na ścianę. Uderzył o nią i osunąłby się na podłogę, był lekko ogłuszony, ale Wiktor złapał go jedną ręką za gardło, drugą za marynarkę. W jego oczach była potworna wściekłość, taka, jaką do tej pory widział wyłącznie u siebie i ich ojca. Wiktor był gotów zabić.

-          Dlaczego!? Od jak dawna wiesz?! Dlaczego mi nie powiedziałeś?! Skąd wiesz!?

-          Wiktor… proszę, ja się dusze… To boli.

-          Gadaj! – Morgan poczuł jak łzy napływają mu do oczu.

-          Wiem od miesiąca. Od twojej biologicznej matki. Miała siedemnaście lat, napadł ją i zgwałcił, próbował zabić, ale jakiś menel go spłoszył. Nie chciałem cię skazywać na taki los. Na mój los. Te blizny, które widziałeś, to on mi to zrobił i jeszcze gorsze rzeczy. Bałem się, że będziesz chciał do niego pojechać. I on cię skrzywdzi. Ja nie mogłem na to pozwolić. Jesteś moim bratem. Proszę…

-          …twoim bratem… masz takie same oczy jak ja. – Wiktor jakby się już trochę uspokoił.

-          Tak. – Dalej trzymał go za marynarkę, ale puścił jego szyje. Morgan zaczął kasłać. – Wiem, że powinienem był ci powiedzieć, ale nie chciałem… nie mogłem pozwolić by on coś ci zrobił. On na moich oczach zabił moją siostrę. Naszą siostrę.

-          Jak poznałeś moją matkę?

-          To Kotwicka. Ta od jasełek. Postanowiła je sfinansować, gdy dowiedziała się, że będziesz w nich grał. Chciała cię tylko zobaczyć, o to kłóciła się z Karwańskim, dlatego nazwała mnie Wiktor, była pewna, że to ja, bo jestem do niego taki podobny. – Wiktor był w szoku. Wyglądało na to, że chcę coś powiedzieć, zrobić, ale nie może. – Czułem to już wcześniej, zresztą ty przecież też. Od samego początku nas do siebie ciągnęło. Byłeś pierwszą osobą, z którą tu rozmawiałem, pierwszą, z którą się zaprzyjaźniłem. Ty sam mówiłeś, że też naprawdę mnie lubiłeś, że nie tylko dlatego, że jestem jego synem. Kiedy chciałeś się zabić myślałeś o mnie, nie o nich, Zgromadzeniu, rodzicach, nawet nie o Eryce, tylko o mnie. Powiedz coś! – W końcu odezwał się Oskar.

-          Wzruszające i niespodziewane jak „Moda na sukces”, tylko, że to nie zmienia faktu, że musisz wybrać. Jesteś z nami czy z nim? On cię okłamał, skąd wiesz, że teraz mówi prawdę? No Wiktor, co jest dla ciebie najważniejsze? Zgromadzenie czy on? – Wiktor tylko patrzył na Morgana. Jakby zupełnie się nie znali, widzieli pierwszy raz w życiu. Westchnął i puścił go, po czym odwrócił się i spojrzał na Oskara. Nieme zaskoczenie zniknęło i zastąpił je spokój, tym razem Wiktor nie musiał już udawać. Ten spokój był w nim.

-          On mnie okłamał… ale wy też. To wszystko jest kłamstwem, całe moje życie… Ale on jest moim bratem. Jedyną rodziną, jaką mam… Wybieram jego.

-          Jak chcesz. – Oskar chciał go uderzyć, ale Wiktor się uchylił. Paweł znów złapał Morgana, ale tym razem udało mu się jakoś wyślizgnąć. Eryka szarpała się z Dagmarą i Brygidą. Oskar jednak nie odpuścił Wiktorowi i zaczął go bić po twarzy. Bił, żeby zabić, dostał amoku, teraz wyszły z niego te wszystkie lata frustracji i nienawiści, której nie mógł okazać. Nie liczyło się już czyim Wiktor był synem, czy zdradził, czy nadal był z nimi. Była tylko nienawiść. Morgan go odciągnął i został zaatakowany z jeszcze większą furią. Wiktor uciekał przed Pawłem, którego w końcu Adam kopnął w kroczę.

-          Adam, po której ty stronie jesteś? – Spytał Wiktor próbując odciągnąć oszalałego Oskara od Morgana.

-          Teraz, czy w ogóle?

-          Teraz!

-          To jeszcze nie zdecydowałem… ale się dowiaduj.

-          To daj znać, jakby co. – W końcu Oskar dostał cios w głowę i wylądował na podłodze. Adam skoczył rozdzielać bijące się dziewczyny, co skutkowało licznymi zadrapaniami na szyi, twarzy i dłoniach, oraz rozdarciem marynarki. Paweł jakoś się zebrał i wstał. Prawdopodobnie cała ta bójka skończyłaby się tragicznie gdyby nie pojawienie się Darii i księdza.

-          Nie spieszyłaś się. – Powiedział Morgan. – I coś ty tu przyprowadziła?

-          Przepraszam, ale Natalia mnie napadła, bo dowiedziała się, że kiedyś chodziłam z Wiktorem, a jak się napije, ciężko się jej pozbyć. A to jest pierwszy nauczyciel, jaki mi się nawinął.

-          Co tu się dzieje?

-          Nic. – Powiedział Wiktor spokojnie wycierając krew z nosa i ust, po czym kopnął Oskara w klatkę piersiową, dość mocno by złamać mu żebro, lub dwa. – A z tobą szmato później sobie porozmawiam.

Nagle Oskar krzyknął i położył rękę na swojej piersi. Wiktor przez chwilę myślał, że to przez to, że go kopnął, ale to było coś innego. Oskar potwornie krzyczał. To już nie był ludzki głos.

Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS