Rządy Królowej

Dodano 24 lutego 2013, w opowiadania, przez regina.anna

II:

Grzechy ojców

Hej, sorry że trochę później niż zwykle, ale gości miałam. Poza tym w komentarzu do ostatniego podrozdziału dostałam zaproszenie do forum literackiego Artefakty. Jeszcze nie zdążyłam się tam za dobrze rozejrzeć, ani założyć konta, ale link dodaję.

Wpadli do jednej ze starych klas. Światło nie działało, ale trochę bladej, odległej poświaty wpadało przez małe okienka u góry. Dagmara wyjęła swój telefon, chciała wezwać pomoc, ale byli pod ziemią, tam nie było zasięgu. Wściekła z bezsilności rzuciła komórką o ziemie.

-          Co to kurwa jest?! – Krzyknęła.

-          Właśnie. Przed czym my właściwie uciekamy? – Zapytał zaskoczony Wiktor.

-          Dlaczego ją zabiła? – Spytał Oskar. Wyglądał jakby zupełnie nic nie rozumiał. Jak dziecko, któremu rodzice właśnie oświadczyli, że nie ma świętego Mikołaja. – Przecież…

-          Przejrzyj na oczy, Oskar. – Warknął Morgan. – To nie jest dobry duszek Zgromadzenia, tylko wkurwione, żądne zemsty widmo, zrodzone z najczystszej nienawiści i sił zła, znacznie starszych niż Zgromadzenie.

-          Kłamiesz! Powiedziała, że jeśli będę wiernie jej służył pozwoli mi wrócić i pozwoliła! Bo zabiłem Sawickiego, kazała mi! Powiedziała, że spotka mnie nagroda!

-          Przykro mi synku, ale spotka cię jedynie śmierć. – Powiedział ksiądz.

-          My jej wierzyliśmy… – Wyszeptał Adam.

-          Ty też byłeś na wieży?

-          Nie. Ja ci tylko podrzuciłem portfel, ale wiedziałem o wszystkim. To Oskar, myśmy z Pawłem mieli mu tylko dawać alibi.

-          Ona mówiła… że my ją widzimy, ale Wiktor nie, bo my jesteśmy w Zgromadzeniu naprawdę, bo wiemy, że to coś ważnego. – Dodał Paweł. – Mówiła o Oskarze i o Morganie. Też chciała, żeby Morgan rządził, a jeśli Morgan się nie nadaje, to Oskar. Że nam pomoże, że to nasze dziedzictwo, że Wiktor jest obcy i nigdy nie będzie jednym z nas. Nie było mowy o żadnej zemście.

-          Zemście, za co? – Spytała Dagmara. – Co to w ogóle jest? Może mi ktoś wyjaśnić co właśnie zabiło Brygidę i z tego co rozumiem planuje i  nas zajebać?! – Morgan westchnął.

-          To była dziewczyna mojego ojca. Zabił ją, bo była z nim w ciąży. Tylko, że nie zrobił tego sam. Nasi ojcowie zrobili jej dokładnie to samo, co wy chcieliście zrobić Eryce.

-          Kłamiesz! Mój tata nigdy by… – Morgan nie pozwolił skończyć Adamowi.

-          Byli pod wpływem mojego. Bali się go i robili to, co im kazał. Zrobili to już wcześniej z inną dziewczyną. To była tajemnica, która ich połączyła i z tego powstało Zgromadzenie. Wyrzuty sumienia nie dały im jednak spokoju i po pierwszym morderstwie poszli księdza, do spowiedzi. – Morgan wskazał na proboszcza. – Bał się złamać tajemnicy, nie chciał mieć problemów. Dlatego też nie wylądowali w pierdlu, tylko zrobili to znowu. Tym razem z Kasią, czyli naszą gwiazdą wieczoru. Tak stała się Królową Śniegu. Nie chcę mi się tego tłumaczyć, ale cały ten burdel, który tu teraz mamy wynika z tego, że w 1930 jedna dziewczyna przeklęła to miasto i przy okazji wszystkich członków mojej rodziny.

-          Musimy uciekać! – Krzyknął Paweł. Złapał jedną z ławek, jakby nic nie ważyła i postawił ją pod oknem. Wszedł na nią i zaczął się szarpać z małym okienkiem.

-          To nie jest najlepszy pomysł. – Powiedział Morgan.

-          Dlaczego? – Spytała Eryka.

-          O kurwa! – Krzyknął Paweł. Ławka była już bardzo stara. Załamała się pod ciężarem ponad stukilowego chłopaka.

-          Dlatego. Paweł wstawaj. – Nie odpowiedział, ani się nie poruszył. W tumanie kurzu, jaki się wzbił, ciemności i miedzy resztkami ławki, nie było zbyt wiele widać. Dagmara ruszyła w jego kierunku.

-          Paweł?

-          Lepiej nie. – Mruknął Morgan, ale ona była jego siostrą. Mimo że tak bardzo się różnili, byli bliźniakami. Zawsze czuła, gdy coś było z nim nie tak.

-          Co z nim? – Spytał Oskar, wciąż pewny, że nic nie mogło mu się stać. Przecież był wierny Zgromadzeniu i swojej Pani.

-          On się… rozbił. – Powiedziała cicho.

-          Jak rozbił? – Morgan do niej podszedł. Na podłodze leżały setki kawałków tego, co kiedyś było Pawłem. Jedno oko patrzyło wprost na niego ze sporego kawałka głowy. Nawet on był zszokowany tym widokiem, nie mógł się ruszyć. W tym momencie coś z wielką siłą uderzyło w szybę. Morgan złapał Dagmarę za rękę i odciągnął spod deszczu odłamków szkła. Dagmara strasznie krzyczała. – Już dobrze, już… – Zaczął, ale gdy na nią spojrzał, przerwał w pół słowa. Nie było dobrze. Musiała spojrzeć w górę, gdy to coś uderzyło. Teraz z jej prawego oka płynęła krwawa miazga, która była kiedyś jej gałką oczną. Wystawał z niego spory kawałek szkła. – Nie dotykaj tego, nie wyciągaj!

Otagowane:  

Komentowanie zostało wyłączone.

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS