Rządy Królowej

Dodano 25 lutego 2013, w Bez kategorii, przez regina.anna

III:

Nadejście Królowej

Przez okno coś wpadło. Początkowo myśleli, że to płatki śniegu, ale to było za duże. To było stado bladoniebieskich motyli, które zaczęły krążyć, wirować w jakimś piekielnym, szaleńczym tańcu. W końcu przemieniły się w dziewczynę. Gnijącego trupa z rzadkimi, czarnymi, splątanymi włosami. Do jej ciała przymarznięta była podarta i brudna halka.

-          Moja Pani… to Ty? Wcześniej tak nie wyglądałaś. – Powiedział Oskar, chyba wreszcie zrozumiawszy, że jest groźna. Nic nie odpowiedziała, tylko wyciągnęła rękę i dotknęła Dagmary zmieniając ją w upiorną, lodową rzeźbę. Morgan w ostatniej chwili puścił jej dłoń. Poczuł potworne zimno, ale nie zaczął zamarzać.

-          Uciekajcie! – Wybiegli z sali. Nie odwracali się tylko biegli. Na końcu Daria, tuż przed nią Eryka. Stara podłoga była nierówna. Daria się przewróciła, upadając odruchowo złapała się sukni Eryki, przewracając również ją. Morgan w pewnym momencie to zauważył i zawrócił.

Upiór szedł powoli. Nie spieszyła się wiedząc, że i tak przed nią nie uciekną, że niedługo nie będą mieli dokąd. Była coraz bliżej, a wszystko wokół, ściany, drzwi, podłoga pod ich stopami pokrywało się białą warstwą lodu. Morgan na nią spojrzał. Jednocześnie piękna i odrażająca. Otoczona dziwną mgłą, oparem i niebieską poświatą. To światło jakoś dziwnie się układało. Jakby w coś na kształt skrzydeł, upiorna parodia skrzydeł motyla. Czuł, jak strach go paraliżuje, ale mimo to pomógł Eryce wstać, nie zdążył pomóc Darii. Wciąż żyła, krzyczała, ale nie mogła się podnieść, przymarzła do podłogi. Dobiegli do drzwi starej ubikacji. Tam wpadła reszta. Drzwi były zamknięte.

-          Otwórzcie! – Podłoga pod ich stopami pokryła się lodem, Królowa była coraz bliżej. Powoli i spokojnie przeszła po zamarzniętym trupie Darii – Otwierajcie! – Wziął Erykę na ręce. Drzwi się otwarły, wepchnął ją do środka, sam się poślizgnął, ale Wiktor i Adam go złapali, chroniąc przed upadkiem i wciągnęli do środka.

-          Połóżcie szmatę pod drzwiami, żeby motyle nie wlazły. – Powiedział ksiądz.

-          Spróbujcie włączyć światło. – Powiedział Wiktor.

-          I tak nie działa. – Warknął Oskar.

-          Włączaj!

-          Nie drzyj się na mnie. I najlepiej w ogóle się nie odzywaj, nie masz piętna. – Eryka włączyła światło, o dziwo stara brudna żarówka słabo zaświeciła, rozświetlając mrok.

-          Wybacz Oskar, ale to nie ja chciałem stawiać jej ołtarzyk i witać chlebem i solą. – Spojrzał na Morgana – Właśnie, skoro jestem synem twojego ojca to czemu nie mam piętna?

-          Bo on o tobie nie wie, myśli, że zabił twoją matkę. Nie uznaje cię za syna.

-          Wiktorowi nawet byk się ocieli. – Mruknął Oskar.

-          A ty myślisz, że to znaczy, że nie jest zagrożony? Ona zabije każdego, kto stanie na jej drodze. Więc z łaski swojej przestań się go czepiać.

-          To może zacznę się czepiać ciebie?

-          A to nowość.

-          Wiedziałeś. Wiedziałeś o tym wszystkim, skurwysynu i nic nie zrobiłeś.

-          A co miałem zrobić. Iść bez dowodów na policję i powiedzieć, że prześladuje mnie duch? Ty też nie widzisz jej po raz pierwszy, żadne z was nie kiwnęło nawet palcem w tej sprawie, więc łaskawie się przymknij. Musimy coś wymyślić.

-          Niby co?

-          Coś mądrzejszego niż do tej pory, bo jeśli nie zauważyłeś to jak na razie biegamy jak pojebani, kłócimy i drzemy ryja.

-          To może ksiądz. Jakieś egzorcyzmy, żeby się tego pozbyć? – Ksiądz spojrzał na Oskara spode łba.

-          A w mordę nie chcesz czasem? Kto wypchnął egzorcystę z wieży? W tej sytuacji to już tylko ostatnie namaszczenie. – W tym momencie rozległ się głośny huk i zrobiło się ciemno. Eryka krzyknęła i przytuliła się do Morgana.

-          Spokojnie, to tylko żarówka pękła.

-          Musimy uciekać, zaraz tu wlezie.

-          Gdyby chciała, już dawno by nas zabiła. Ona chcę, żebyśmy się bali. Bawi się z nami.

-          To gdzie idziemy?

-          Nie mamy już dokąd uciekać. – Jęknął ksiądz.

-          Suszy mnie. – Powiedział Adam i nachylił się nad kranem, żeby napić się wody.

-          Jesteś zajebiście genialny. Czegoś tak konstruktywnego nie słyszałem od lat. – Rzucił wkurwiony Oskar. Nie odpowiedział.

-          Nie dobrze. – Powiedział Morgan.

-          Co znowu?

-          To. – Szarpnął Adama za ramię, a ten osunął się na podłogę. Uderzył głową o umywalkę, odpadła i wylądowała wprost pod nogami Oskara. Nawet Wiktor krzyknął. Wtedy usłyszeli kolejny huk. Tym razem z jednej z kabin. Oskar zaczął powoli podchodzić.

-          Zostaw to, debilu! – Pokazał im, żeby byli cicho i wyciągnął rękę do klamki. Nie zdążył jej złapać. Drzwi same się otworzyły z taką siłą, że Oskar, przeleciał przez całą długość pomieszczenia i głową uderzył o ścianę, tracąc przy tym przytomność. Klapa poleciała w górę i z muszli wyleciało stado motyli, które rzuciły się na niego. Reszta uciekła.

Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS