Rządy Królowej

Dodano 28 lutego 2013, w opowiadania, przez regina.anna

Epilog

Zorza polarna

Wiktor wszelkimi siłami starał się nie płakać, zachować spokój i opanowanie. Eryka ledwo powłóczyła nogami, on też był wykończony i wyziębiony, w końcu musiał ją nieść. Jakoś udało im się dotrzeć do szkoły. Nie wchodzili nawet po kurtki. Wsiedli do samochodu. Wiktor włączył ogrzewanie, chciał jak najszybciej odjechać, ale był zbyt roztrzęsiony. Przez chwile siedzieli i milczeli.

-          Jak się czujesz? Wszystko dobrze?

-          Nie.

-          Chcesz jechać do szpitala?

-          Nie.

-          Na pewno? Wiesz… ciąża, do tego to wszystko, taki bieg, to zimno i to co było wcześniej…

-          Nie chcę.

-          Chcesz nocować u mnie? – Pokręciła głową. – Jak chcesz to mogę spać na podłodze. Nie powinnaś być teraz sama.

-          Po prostu odwieź mnie do domu. – Tylko, że wiedziała, że nie ma już domu. Jej dom był gdziekolwiek, byle z Gabrielem, ale jego już nie było. Odszedł.

Wiktor zawiózł ją do Szagala, ale nie wysiadł z samochodu. W salonie siedziała Kassandra, Eryka czuła, że na nią czekała, że wiedziała, co się stało.

-          Wiesz?

-          Tak.

-          To z czego się cieszysz?

-          Decyzje podjęte, zrozumiał i uratował nas wszystkich. Idź spać, albo i nie idź, jak chcesz, zaraz i tak się obudzisz. Obudzi cię cegła.

-          Jaka cegła? O czym ty pieprzysz?

-          Taka ze ściany, jakich wiele, niczym się nie wyróżniająca.

-          Stara wariatka. – Eryka poszła na górę.

Wiktor wrócił do domu. Wszedł bardzo cicho, by nie budzić rodziców. Po ciemku trafił do swojego pokoju. Nie zapalił światła, ani się nie rozebrał, położył się w ubraniu i butach. Zaczął płakać. To trwało bardzo długo.

Nie mógł uwierzyć, że tak się stało. Po tym jak wepchnął Oskara do ogniska, gdy on prawie nie zginął przez tę głupotę, szaleństwo, jakim było Zgromadzenie, po tym czuł się potwornie. Nie sądził, że kiedyś będzie się czuł jeszcze gorzej. To, co przeżywał wtedy było niczym, w porównaniu z tym, co czuł teraz. Przez ostatnie miesiące, był owładnięty jedną obsesją. Zrobiłby wszystko by odnaleźć bliskich, ale wciąż i wciąż mu się to nie udawało. W końcu, kiedy wreszcie okazało się, że ma brata, jedyną osobę, której tak naprawdę kiedykolwiek na nim zależało, która potrafiła mu wszystko wybaczyć, ten został mu brutalnie i bezsensownie odebrany.

Nie widział w tym sensu, to było jak kara za wszystkie okrucieństwa, których się dopuścił. Dostał to czego pragnął najbardziej na świecie, a zaraz potem zostało mu to wyrwane. Cierpiał jak nigdy w życiu, to prawda, ale przecież większa krzywda stała się komuś zupełnie niewinnemu. Komuś, kto robił wszystko by pozostać człowiekiem mimo, że jego przeznaczeniem było stać się potworem. Naraził się na trzy lata piekła, które Wiktor i reszta tej bandy mu zgotowali by nie zająć miejsca innego potwora, który stworzył to szaleństwo. A Wiktor? Był taki sam jak ten potwór, jak ich ojciec. Uratowało go tylko to, że to bydle tak stłukło zgwałconą przez siebie dziewczynę, że do głowy mu nie przyszło, ze mogła to przeżyć i jeszcze urodzić dziecko. Skurwiel o niczym nie wiedział, nie wiedział, że jego syn zajął jego miejsce, a nawet chciał zrobić to samo co on zrobił Kasi, Iwonie i nie wiadomo ilu jeszcze. Nawet Wiktor nie mógł pojąć tej niesprawiedliwości. Jeżeli ktoś miał ponieść karę za winy Jakuba Morgana, to właśnie on, nie Gabriel. Myślał o tym, że powinien zabić Jakuba. Skończyć to raz na zawsze. Usunąć tego, który był winny. Jednak wiedział, że nie może tego zrobić. Obiecał Gabrielowi opiekować się Eryką, więc nie mógł ryzykować. Zresztą czuł, że nie może, że zbyt dużo złego zrobił, zbyt wiele granic przekroczył. Że nie może zabić człowieka, nawet takiego.

Było po wszystkim. Jego brat nie żył, ale nawet w momencie śmierci nie myślał o sobie. Zrobił wszystko by on i Eryka byli bezpieczni. Tylko, że Wiktor wiedział, że żadne z nich, a zwłaszcza on, nie zasłużył na takie poświęcenie. Przyszedł sen, jeszcze zbyt płytki, by coś mu się śniło, ale wiedział, że jeszcze długo będzie miał koszmary.

Pojawiły się też wizję. Brygida, bez ręki, kawałki Pawła na podłodze, szkło w oku i krew zalewająca twarz Dagmary, głowa Adama, motyle, gnijący trup i Gabriel, krzyczący, że go zabije, jeśli skrzywdzi Erykę, że nie jest taki jak ich ojciec. Patrzący na niego ze strachem i nienawiścią. I ten drugi, odchodzący w kierunku Królowej Śniegu, idący na pewną śmierć.

Coś bardzo zimnego dotknęło twarzy Wiktora. To nie był sen. Przeraził się tak bardzo, że o mało nie krzyknął. Jakaś lodowata dłoń dotknęła jego twarzy.

Zerwał się z łóżka i włączył światło. Gdy jego oczy trochę się przyzwyczaiły zobaczył, że na jego łóżku siedzi trupioblada, wręcz sina, szczupła postać, o siwych włosach, ubrana w białą koszulę i czarne spodnie. Chłopak spojrzał na niego.

-          Gabriel? – Spytał Wiktor. On tylko patrzył, ale nic nie mówił. – To naprawdę ty? – On tylko niepewnie kiwnął głową. – Ty żyjesz? – Wiktor do niego podszedł. – Jak? Jakim cudem? Przecież… tak się cieszę! – Objął go. – Boże, ty jesteś wyziębiony! Chcesz żebym zadzwonił po pogotowie? – Pokręcił głową. – Kładź się. – Położył się, a Wiktor go przykrył. – Zrobię ci gorącej herbaty, chcesz? Tak, zrobię ci. – Wiktor chciał wstać, ale on złapał go za rękaw. – Nie chcesz, żebym wychodził? Zostać z tobą? – Pokiwał głową. Był przerażony. – Już w porządku, zostanę, nie zostawię cię. – Wiktor siedział i trzymał go za rękę. Po pewnym czasie przestał być tak potwornie blady, a jego dłoń stała się ciepła. Ciągle jednak miał bardzo szybkie tętno. – Chcesz, żebym zadzwonił do Eryki? – Gabriel przez chwilę patrzył na niego, jakby nie zrozumiał pytania, potem pokiwał głową. Wiktor wziął telefon i wybrał jej numer. – Chcesz z nią rozmawiać. – Morgan pokręcił głową. – Zupełnie nie możesz mówić? – Kiwnął głową.

Erykę obudziła muzyka. Nie wiedziała, co to jest. Dopiero po chwili zrozumiała, że to jej telefon dzwoni. Nie rozpoznała dzwonka, bo Morgan bawił się jej komórką i musiał coś przestawić. Wcześniej miała Linkin Park, teraz Pink Floyd, „Another brick in the wall”. Eryka spojrzała na wyświetlacz. „Barbie”, to też dzieło Morgana. Zawsze, gdy tylko miał okazję zmieniał „Wiktor”, na coś mniej lub bardziej złośliwego. Rozłączyła go. Nie chciała rozmawiać, dlaczego zresztą on nie chciał jej dać spokoju? Położyła się. Po chwili zdała sobie sprawę, że Kassandra miała rację. Kolejna cegła w murze, ją obudziła. „Another brick in the wall”. Tylko, że to było bez znaczenia, wszystko było bez znaczenia. Telefon znów zadzwonił. Wyłączyła komórkę.

Karwański powiedział Morganowi, że nie odbierała. Morgan wziął telefon i wstukał numer do Szagala.

-          Wpół do piątej rano, ktoś odbierze? – Morgan przytaknął.

-          ‘Alo? – Odezwał się podpity, męski głos.

-          Dobry wieczór, kto mówi?

-          Eee… a z tej strony?

-          Wiktor.

-          Eee… ee… tu Gibbon, co tam Wiktor?

-          Trochę dziwnie, ale ku dobremu idzie. Znasz Erykę Schaffer?

-          Eri? No, fajna dupa, tylko zajęta.

-          Daj ją do telefonu.

-          Nie ma sprawy, ale ona nie jest w nastroju, strasznie płakała i teraz śpi.

-          Ale to bardzo ważne. Jak jej to powiem to nie będzie płakać.

-          Ok, my friend! Czekaj one second. – Po chwili odezwała się Eryka.

-          Czego chcesz?

-          Ubieraj się i przyjdź do mnie. Ja bym podjechał po ciebie, ale akurat nie mogę.

-          Jesteś pijany?

-          Nie. Musisz przyjść.

-          Nie, Wiktor…

-          Nie rozumiesz. Musisz przyjść.

-          Ale co się stało?

-          Powiedziałbym ci… ale byś nie uwierzyła, bo ja sam nie wierzę.

-          No… dobrze, ale co się… – Wiktor się rozłączył.

Jej kurtka została w szkole. Udało jej się wygrzebać w szafie to stare, sztuczne futerko, farbowane w cętki leoparda. Nie miała nic innego, więc założyła to. Wyszła z domu i ruszyła do Wiktora. Zastanawiała się, o co mogło mu chodzić. Może Gabi… wiedziała, że to nie możliwe, ale jednak czuła nadzieję. Nie chciała jej, ganiła się w duchu. Przecież on umarł. Jego już nie było. Wiktor przez telefon wydawał się szczęśliwy, słyszała radość w jego głosie, ale uznała, że słyszy to, co chcę słyszeć. A może i Wiktor się cieszył? Przecież chodziło mu o nią. Teraz nic nie stało im na przeszkodzie. Morgan uważał, że się zmienił, że jest już dobry, ale czy dobry człowiek próbowałby ją zgwałcić? Może i był pod wpływem upiorzycy, ale Gabrielowi jakoś udało jej się oprzeć. Jednak szła, już i tak nie miała niczego do stracenia.

Furtka była otwarta, miała tylko nadzieję, że psy były zamknięte. Po cichu weszła do domu. Wydawało się, że nikogo nie ma. Skierowała się do pokoju Wiktora. Pod drzwiami zobaczyła smugę światła.

-          Co się… Gabi!? – Podbiegła do niego i przytuliła się. Objął ją. Cały drżał, zaczął płakać. – Cii… skarbie, już wszystko dobrze, jestem tu. Jak to możliwe?

-          On nie mówi. Odkąd tu przyszedł nie powiedział ani słowa.

-          Nie ważne. Najważniejsze, że jesteś cały. Twoje włosy… to nic, będę się musiała przyzwyczaić, ale ładnie wyglądasz. – Pocałowała go. Wiktor poczuł się nieswojo.

-          Wiecie, zostawię was samych, prześpię się w gościnnym – Gabriel złapał go za rękaw.

-          Chyba nie chcę żebyś wychodził. – Morgan pokręcił głową. Wciąż był wyraźnie przestraszony. – Zobaczcie! – Odezwała się Eryka, patrząc w okno.

-          Co to? – Spytał Wiktor.

-          Ja to raz widziałam, na wycieczce do Norwegii, to jest zorza polarna.

-          Na tej szerokości? Dziś już nic mnie nie zdziwi. – Gabriel się uśmiechnął widząc jak zielono-błękitna świetlista łuna przesuwa się po niebie. „Stało się, odeszła” pomyślał. Wciąż nie był w stanie otrząsnąć się po tym wszystkim, co się stało, po tym, co zobaczył, co mu pokazała. Położyli się do łóżka we trójkę. On, co jakiś czas się budził, ale oni tego nie zauważyli. Teraz był już pewien, że te koszmary kiedyś się skończą, ale jeszcze wiele zostało do zrobienia.

*

Gdy dotknął jej dłoni poczuł jak krew zamarza mu w żyłach. Poczuł, że umiera. Nie bronił się, wiedział, że więcej już nic nie może zrobić i nic od niego nie zależy. Starał się, ale nie wyszło. Nie miał już żalu do nikogo, nawet do siebie samego. Nie potrafił już myśleć o niczym przyjemnym, powoli zapominał wszystko. Całe jego życie, nawet twarze i imiona Asi i Eryki, a wszystko zaczęło się cofać i odwracać. Tam, gdzie go zabrała, nie było czasu. Żadnej różnicy między sekundą, a rokiem. Jakby skądś znał to miejsce, nie mógł sobie jednak przypomnieć.

-          Gdzie jesteśmy? – Spytał Królową.

-          Zobaczysz to, co ja widziałam, poczujesz to, co ja czułam. – Usłyszał głośny śmiech i zobaczył dwie postaci miedzy drzewami. Padał śnieg. Czarnowłosa dziewczyna i chłopak, którego też, nie wiedział skąd, ale znał. Pojawili się tuż przed nimi. Nie widzieli ich. Chłopak rzucił w nią śnieżką, udawała obrażoną, ale się śmiała.

-          Wariat! – Była w płaszczu, spod którego wystawała jasna sukienka.

-          Chcę ci coś pokazać, poczekaj tu, dobrze?

-          Dobrze. – Po chwili z krzaków wyszli inni chłopcy. – Kubuś, co ty kombinujesz?

-          Co ty, głupi kurwiszonie, myślałaś, że dam się wrobić w dzieciaka?

-          Zresztą, nawet nie wiadomo czy twój. – Dodał jeden z chłopców.

-          Właśnie.

-          Kuba! Przecież ty wiesz, że ja tylko z tobą…

-          Załatwimy cię, jak te twoją Renatkę.

-          O czy ty… Nie! To nie możliwe! – Chciała uciekać, ale ją złapali, zdarli z niej sukienkę. Gabriel czuł całe jej upokorzenie i ból. Bili ją, w końcu przestali, zrobiło się zimno. Kuba podszedł i butem przewrócił ją na plecy. Doskonale widział, że jest przytomna.

-          Nie żyje. – Splunął jej w twarz i odszedł. Za nim jego koledzy.

Leżała tam w podartej, zakrwawionej halce, zaczęła się czołgać. Tak jak ona, zamarzał również on. Żył jeszcze przez chwile, by zobaczyć, jak wracają następnego dnia i zabierają jej ciało. Samochód należał do ojca jednego z nich. Włożyli ją do bagażnika i zawieźli nad rzekę, nad zakole. Gdy otworzyli bagażnik jej ręka wysunęła się bezwładnie, wtedy spadł jej pierścionek. Wrzucili jej ciało do wody. Pokryło się mułem i wodorostami.

Przed oczami przemknęły mu jakieś obrazy, jego serce się zatrzymało i umarł. Ostatnim, co zobaczył była twarz pięknej dziewczyny.

-          Eryka. – Powiedział.

-          Co?

-          Ona ma na imię Eryka. Pamiętam. To, co zobaczyłem to było moje życie.

-          Co się dzieje?!

-          Zrozumiałem. To, co powiedział stary ksiądz zanim umarł, było odpowiedzią. „Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.” Przed śmiercią powiedział „Laura”. Zawsze miał jej zdjęcie w portfelu. Ja to już przecież wcześniej wiedziałem. Nie rozumiesz? Nie mogłaś mnie skrzywdzić, nigdy nie mogłaś. Pozwoliłaś mi wybrać, moje życie, albo życie Eryki. Wybrałem ją. Nie rozumiałaś dlaczego. Teraz też poprosiłem, żebyś ich wypuściła, nie prosiłem o nic dla siebie, tego też nie rozumiesz? – Już się nie bał. Nie czuł zimna. Wyciągnął do Królowej rękę, teraz byli sobie równi.

-          Weź moją dłoń, a zobaczysz, zrozumiesz.

-          Nie!

-          Nie bój się, teraz ja chcę ci coś pokazać. – Złapał ją za rękę. Znaleźli się gdzie indziej. To był jego dom, kuchnia. Pierwsze, co zobaczyli to wiszący trup kobiety. Pantofle stały na podłodze, równo ustawione. Krzesło leżało przewrócone. Kobieta miała na sobie rajstopy i czerwoną sukienkę. Krótkie, jasne włosy. Kuchnia nic się nie zmieniła, od tego czasu, kiedy Gabriel miał trzy lata, aż do dnia, gdy widział ją po raz ostatni. W ostatnim dniu wakacji. Do kuchni wszedł jego ojciec i on.

-          Mamo! – Krzyknął mały Gabriel.

-          Dziwne, nie pamiętałem tego. – Powiedział całkiem spokojnie, bardziej do siebie niż do Królowej.

-          A jednak ta kurwa potrafi dotrzymać słowa. – Powiedział Jakub i wyszedł jakby nic się nie stało. Zostawił go z trupem matki. Weszła Asia.

-          Mamo, zejdź! – Krzyczał zapłakany. Asia go stamtąd zabrała. Miała zaledwie siedem lat biorąc na siebie całą odpowiedzialność za niego. Czy ona sama zdawała sobie sprawę z tego, co się stało? Nie wiedział, ale na pewno wiedziała, że matka krzyczała często, że się zabije. Potem Asia wmówiła mu, że ona odeszła. Z tą wersją zawsze było coś nie tak, ale przecież Asia tak mówiła.

Potem zobaczyli kolejne lata pełne bólu, łez, cierpień i lęku. Czuła to wszystko, Gdy zabił Asie, czuła, jakby to była jej siostra. On sam z trudem to wytrzymał. I w końcu się stało.

-          No, kurwa, żresz?

-          Tak.

Gdy to się skończyło, zobaczyli coś jeszcze. Każdą chwilę, gdy ratował Asię przed załamaniem. Krzywdy, które wyrządził mu Wiktor i to jak Morgan mu przebaczył. To jak walczył o Eryke, że, mimo wszystko, ją kochał. I pożegnanie, gdy szedł na pewną śmierć, spokojny, bo pewien, że ci, których kochał są bezpieczni.

Po tym wszystkim znaleźli się na tej łące, na której zawsze śniła mu się Asia. Znów było lato.

-          Miłość… – Wyszeptała Królowa Śniegu, tak, jakby przypomniała sobie dawno zapomniane słowo i zastanawiała się nad jego znaczeniem. – Nie mogę cię skrzywdzić, bo on nigdy cię nie kochał… a jednak ty byłeś zdolny do miłości tak wielkiej, że byłeś gotów umrzeć bez wahania. Przebaczenie… Tyle cierpień, a w tobie nie ma gniewu i żalu? Żadnego rozgoryczenia? Żądzy zemsty? Kim ty jesteś?

-          Nie, jestem Gabriel, ale nie lubię tego imienia. – Uśmiechnął się do niej.

-          Jesteś taki jak Kuba, którego pokochałam. Tylko, że jego nie ma, nigdy nie było… Boże! Czym ja się stałam? Tylu ludzi, nie wszyscy byli źli. Wszystkie ofiary Zgromadzenia, ksiądz, ten autobus, ten pożar, te dzieci… Co ja zrobiłam? – Chciał jej dotknąć. – Zostaw mnie! Jestem potworem! Gnijącym trupem! Królową Śniegu.

-          Nie. Ty jesteś Kasia. Pamiętasz?

-          Kasia…

Dotknął jej twarzy, pogłaskał ją. Nachylił się i ją pocałował. Poczuła ciepło, nie pamiętała jak to jest, od lat skazana na mróz, przeistoczyła się z upiora w piękną dziewczynę, którą była kiedyś. Jej włosy znów były piękne i długie, nie było już pustych oczodołów, pojawiły się błękitne oczy. Nawet podarta halka zmieniła się w błękitną sukienkę. Taką, jaką miała na studniówce.

On czuł jak wstępuje w niego ogromna, bardzo zła siła. Chęć zemsty i okrucieństwo. Teraz czekała go najtrudniejsza walka, ze złem, jakie już miał w sobie i tym, jakie w niego wstąpiło. Ona już była wolna, mogła odejść, ale to, co on czuł rozdzierało go. Niczym bestia będąca w nim. Coś podobnego tylko znacznie słabiej czuł już wcześniej, na polanie. Wiedział, że jest zdolny do najpodlejszych czynów, ale teraz ich chciał. Wiedział, że jeśli tego w sobie nie pokona, umrze. Wolał to, niż stać się taki… stać się jak ojciec.

Ale dlaczego taki? Potęga Królowej, pozostała wciąż moc starej klątwy była znacznie większa. Mógł być kimś znacznie więcej. Wszyscy by mu służyli. Ci, którzy go odrzucali, nie chcieli mu pomóc, gdy cierpiał. Upadli by przed nim na kolana. Nawet ten zarozumiały Wiktor, jego niby brat. Zawsze uważał się za lepszego, teraz to na Gabriela patrzono by tak jak na niego, a on byłby zwykłym śmieciem. I ojciec, po co mu jakieś dowody, przecież był winny i Gabriel doskonale o tym wiedział. Sam by go ukarał. Wielogodzinną, potworną męką, ale czemu tylko godziny? Miał przecież do dyspozycji całe lata, całą wieczność. Cierpienia jego ofiar byłyby niczym w porównaniu do jego niekończącej się agonii. Piekło przy tym, byłoby jak spacerek po placu zabaw. Tak bardzo tego chciał. Nie mieszając do tego Boga czy Lucyfera, tym razem to on by rządził. Byłby potężny jak oni obaj razem wzięci. Sto razy mocniejszy i okrutniejszy niż Królowa. Dlaczego miał nie skorzystać? Co stało na przeszkodzie?

Nie! – Usłyszał własny głos.

Nadal czuł w sobie tę siłę, ale zło już nie miało nad nim władzy. Poczuł, że jego serce znów biję. Moc Królowej pomogła mu wrócić do życia. Kasia uśmiechnęła się do niego i odeszła. Został sam, zaczął iść w górę, tak jak zawsze wtedy, gdy śniła mu się Asia. Czekał, aż odzyska świadomość. Gdy doszedł już do szczytu wzgórza spojrzał w dół. Liczył, że jeszcze raz ją zobaczy. Asię. Tak miło by było zobaczyć jeszcze raz, choćby z daleka jej długie jasne włosy, jej uśmiech. Ostatni raz. Ale już jej tam nie było. Wreszcie odnalazła spokój.

-          Kocham cię Asiu. Dziękuję ci, nigdy o tobie nie zapomnę, choć o tak wielu rzeczach chciałbym nie pamiętać. Wiedział, że jeszcze się zobaczą. Po jego śmierci, teraz wizja odejścia nie była taka zła. Joanna była tam do tej pory, była przy nim, wtedy, gdy musiał wierzyć, że nie stanie się taki jak ojciec. Teraz był tego pewien, ona taka nie była i niezależnie od tego, co widział w lustrze, on też nigdy taki nie będzie.

Chciał tam zostać. Było mu tam tak ciepło i dobrze, ale wiedział, że nie może.

To wszystko trwało tak naprawdę nie dłużej niż sekundę. Gdy odzyskał przytomność nie miał siły wstać. Leżał w śniegu bardzo długo, patrząc w rozgwieżdżone niebo. Gdy w końcu zebrał resztki sił i udało mu się wstać ruszył przed siebie. Stanął przed lodową ścianą. Rozstąpiła się przed nim. Drżąc z zimna i powłócząc nogami dotarł do najbliższego bezpiecznego miejsca, jakie znał. Domu Wiktora.

Furtka była otwarta, drzwi od domu też. Wszedł i poszedł do pokoju Wiktora. On tam spał, cały zapłakany. Gabrielowi zrobiło się go żal i chciał otrzeć jego łzy. Niechcący go przestraszył. Potem Wiktor się cieszył, przytulał go i bardzo dużo mówił, a Gabriel nie był w stanie powiedzieć nic. Wciąż miał mętlik w głowie. Tylu rzeczy nie rozumiał, nie pamiętał… Skąd znał ten adres? Kim jest Wiktor? Wiedział, że przyjacielem, ale skąd się znali? Wiktor chciał zadzwonić do jakiejś dziewczyny. Gabriel znał jej imię, miał nadzieje, że jego dziewczyna jest ładna. Gdy przyszła okazała się bardzo ładna, nawet poznał jej twarz. Powoli wszystko sobie przypominał, choć pewne wspomnienia były dziwne. Pojawiały się nowe pytania. Czy Eryka jest jego dziewczyną, czy jednak Wiktora? Czy Wiktor jest dobry, czy zły?

Widział, takie straszne rzeczy. To było jak koszmar. Jednak wszystko powoli zaczynało się układać.

W następnym rozdziale…

Gabriel powoli wraca do siebie. Bardzo dużo pozostało do zrobienia, jednak wreszcie pojawia się nadzieja. Morgan zdjął klątwę z Kasi, lecz wciąż ma w sobie jej moc, ogromną złą siłę nad którą musi nie tylko panować, ale także wykorzystać, by naprawić to co już się stało. Wiktor spotyka się ze swoją matką, nie chcę przed nią ukrywać, kim jest Gabriel. Ten niechętnie, ale jednak się na to zgadza. Pojawia się też Krystian, z ostatnią wskazówką od zamordowanego Marka  Makowskiego. Do zobaczenia jutro :)

Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS