Rozdział 32 Reszta jest milczeniem

Dodano 8 marca 2013, w opowiadania, przez regina.anna

Po bliższym przyjrzeniu się widać było, że ona nie ma tego palca włożonego do ust. Ona zakrywała nim wargi. Ten gest nie miał być sprośny, miał sugerować, że ona zna tajemnicę. Morgan spojrzał na jej rękę, te, która była miedzy linijkami tekstu. Ona wskazywała na słowa „Reszta jest milczeniem”.

-          To jakaś różnica, czy to Weronika czy Lolitka? – Morgan nie odpowiedział. Po chwili spojrzał na chłopaka.

-          Ja teraz wyjdę. Masz gdzie iść? Jeżeli chcesz, poproszę kogoś, żeby dał ci coś do jedzenia i będziesz mógł tu zostać jakiś czas.

-          Dam sobie radę, zrobiłem to co obiecałem Markowi, teraz musze iść pozałatwiać swoje sprawy. Mam nadzieję, że pomogłem. Powodzenia.

-          Nawet nie wiesz jak bardzo. Tobie też powodzenia. – Uścisnęli sobie dłonie. Morgan wyszedł. Eryka za nim pobiegła.

-          Zaczekaj! Znowu wychodzisz? Mam nadzieję, że tym razem nie będzie trupów.

-          Postaram się, ale niczego nie obiecuję. – Powiedział tonem tak śmiertelnie poważnym, że aż się przestraszyła. Westchnął. – Już czas. – Powiedział nie do końca do niej, nie do końca do siebie i spojrzał na nią. – Coś bardzo złego się dziś wydarzy, ale powoli wszystko zbliża  się ku końcowi. Dziś, prawdopodobnie umrze ostatni dobry człowiek, który powinien żyć, choć zrobię wszystko, aby to tego nie dopuścić.

-          Mogę iść z tobą?

-          Nie skarbie, ale jest coś co musisz coś dla mnie zrobić.

-          Cokolwiek zechcesz.

-          Nie odstępuj Basi na krok. Siedź z nią, rozmawiaj, ale nie zostawiaj. Ona dzisiaj nie może wyjść z domu.

-          Coś jej grozi?

-          Jeśli będziesz cały czas przy niej, to nie. Ja nie mogę być w dwóch miejscach jednocześnie. Musisz jej pilnować, kiedy mnie nie będzie.

-          Jasne.

-          Jak doktorek wróci, alarm odwołany. Jakbym dług nie wracał… Właściwie, ja najpewniej wrócę jutro.

-          Ale gdzie idziesz? Nic ci nie grozi, prawda? Masz te moce jeszcze od Królowej…

-          Długo by opowiadać a na to co ma się dziś stać żadne czary chyba nie pomogą. Ale mnie nic nie będzie, obiecuję. – Powiedział to tak smutno, ale potem się uśmiechnął. – No, muszę już iść, kocham cię. Na razie.

Morgan wyszedł, Eryka poszła do pokoju Basi i Krzyśka. Basia prasowała właśnie jakąś bluzkę.

-          Cześć.

-          Cześć. Idziesz gdzieś dzisiaj?

-          Nie, znaczy miałam iść do sklepu, a co?

-          Chciałam pogadać. Poradzić się w paru sprawach starszej koleżanki.

-          To ważne?

-          Raczej tak.

-          Spoko, tylko tu skończę i napiszę mojemu staremu SMS-a, co ma kupić jak będzie wracał z pracy. Zrobimy sobie herbaty i pogadamy po babsku.

*

Gabriel pojechał do Tadeusza. Wiedział, że będzie w domu. Wszedł bez pukania. Zofia stała w przedpokoju.

-          Ona umarła. – Powiedziała.

-          Tak. – Minął ją. Tadeusz oglądał telewizję.

-          To ty? No nareszcie. Co się dzieje? Twój ojciec tu był. Co ci się stało?

-          To koniec. Wiem gdzie ona jest.

-          Gdzie? Masz dowody, że to on ją zabił?

-          Jeszcze nie, ale właśnie po nie jadę. Chciałbym, żeby pan pojechał ze mną.

-          Tak, oczywiście.

-          Będziemy potrzebować narzędzi.

-          Mam w piwnicy cały warsztat.

-          Będzie potrzebne dłuto, jakiś młotek, być może łopata, czy chociaż saperka i łom. Zapada zmrok, może być potrzebna latarka.

-          Idziemy się gdzieś włamać?

-          Nie.

-          To dobrze.

-          Idziemy sprofanować grób.

-          Co?!

Pół godziny później byli na cmentarzu. Wzięli samochód Tadeusza, bo różowy zaporożec za bardzo rzucał się w oczy. Lepiej byłoby przyjść w nocy, ale po ostatnich wydarzeniach zamykano bramę, a Tadeusz raczej nie przeszedłby przez ogrodzenie.

Morgan był milczący, szedł szybko paląc papierosa. Wyglądał na spokojnego, ale Tadeusz mimo wszystko widział, że jest zdenerwowany. Nie rozumiał, czemu go ze sobą wziął, przecież do tej pory zwracał się do niego tylko, żeby przekazać mu, co odkrył, lub w sytuacji, kiedy było to konieczne. Przeszli do starej części cmentarza. Morgan stanął przed Smutnym Aniołem.

-          Tutaj?

-          Tak.

-          Wiesz ty już to robiłeś, ale ja pierwszy raz… rozkopujemy go?

-          Jeśli nam szczęście dopiszę to nie. – Morgan kucnął na ziemi przed pomnikiem. – Dobra wiadomość. Nie musimy kopać.

-          Dzięki Bogu. – Przyjrzał się pomnikowi. Tej tabliczce z napisem. Próbował ją nacisnąć, licząc, że otworzy się tajemna skrytka. Nic się jednak nie ruszyło. – Co robisz?

-          Stwierdzam, że nie jest tak zajebiście jak na filmach. – Przyjrzał się tabliczce. – Marek wiedział, że w ciągu kilku najbliższych lat ten pomnik będzie remontowany. To, co ukrył i tak zostanie znalezione już po jego śmierci. Ukrył to akurat tutaj, żeby mieć tę pewność, że nawet jeśli ja zawiodę to prawda nie przepadnie.

-          Skąd wiesz, że to tu jest?

-          Weronika mi pomogła. – Wskazał na imię dziewczyny leżącej w grobowcu – „Kiedy już powiem ostatnie słowo, a muzyka umrze. Wiesz, co się stanie…” pamięta pan?

-          Tak… i co się stanie?

-          Reszta będzie milczeniem. To cytat z „Hamleta”, Makowski nazwał mnie słodkim księciem, to też cytat. Jednak trzeba było czytać lektury szkolne, a nie streszczenia, to wcześniej bym zrozumiał Ostatnie słowa… Weronika, zanim ją powiesili rzuciła klątwę na miasto, a potem powiedziała „Nic więcej nie mam do powiedzenia”, to tu się wszystko zbiega. – Wskazał na tabliczkę. Wokół niej były dziwne, maleńkie, białe ślady.

-          Co to?

-          Klej. Dłuto i młotek poproszę. – Tadeusz podał mu narzędzia. Morgan tylko raz uderzył, a tabliczka odpadła i rozbiła się, odkrywając, że postument jest pusty w środku. – A o rękawiczkach tośmy już zapomnieli. Liczyłem, że to będzie tylko mała skrytka. Trudno. – Morgan włożył rękę do środka.

-          Grzebiesz w czyimś grobie. Odrażające.

-          Czasem trzeba się poświęcić. Mam coś. – Wyciągnął pakunek, zrobiony z kilku foliowych torebek. Rozdarł je i wyjął stary brulion. Otworzył go i przekartkował. – To pismo Makowskiego. Dokładnie opisuję tu każde morderstwo.

-          Ga… Gabriel… – Morgan spojrzał na Tadeusza, a potem w kierunku, w którym on patrzył. Broń została odbezpieczona i rozległ się metaliczny pogłos. Morgan westchnął, a jednak się nie bał.

-          Miałem nadzieje, że jednak nie przyjdziesz. Długo kazałeś na siebie czekać. – Wstał.

-          Ani kroku dalej.

-          W porządku.

*

A zaledwie nieco ponad godzinę przed tym Eryka i Basia zaparzyły herbatę i usiadły przy stoliku w salonie. Szagal akurat rozmawiał o czymś z panem Edziem.

-          Ty Eryka, Gabi gdzie znowu polazł?

-          A bo ja wiem? Powiedział, że musi coś skończyć i że wróci jutro.

-          Ech… wieczne tajemnice tego chłopaka mogą wykończyć. Daj boże, żeby chociaż dziś nikomu serce nie zamarzło, ani nikt nie wypadł z wierzy. Idę zobaczyć co u  Zombiego, nie obrazisz się? – Spytał pana Edzia.

-          Nie, nie, też się zbieram. Dzieciaków dziś nie ma, jutro mam poznać rodziców Łucji, jestem strasznie zdenerwowany. Muszę odebrać garnitur z pralni, kwiaty kupić dla jej ojca i flaszkę dla matki i coś jeszcze, ale zapomniałem, co.

-          O kurcze, to powodzenia. – Powiedziała Basia.

-          Przyda ci się, bo moi teściowie o mało mnie nie zeżarli, jak poszedłem do Janis.

-          Szagal, nie strasz, nie strasz, bo wiesz co. Panie Edziu to na pewno bardzo mili ludzie i na pewno pana polubią. – Eryka próbowała go pocieszyć.

-          Może i mili, ale co byś powiedziała, gdyby twoja córka spotykała się z facetem o trzydzieści lat od niej starszym? – Spytał Szagal.

-          Krzysiek jest ode mnie o dwadzieścia trzy lata starszy i co? Właśnie, gdzie ta pierdoła łazi? Na SMS-a nie odpisze, a w domu już powinien być.

-          Ty Szagal, a twoja starsza córka nie jest czasem lesbijką? – Spytała Eryka.

-          Zawsze lepsze to niż policjantką. Takiego wstydu bym nie przeżył. Powodzenia panie Edziu. – Szagal poklepał go po plecach i odszedł zostawiając je same z bladym z przerażenia Edziem.

-          Podobno ojciec Łucji jest byłym żołnierzem. Trzyma w domu karabin. Jezu, w co ja się wpakowałem? – Powiedział i wyszedł.

-          Biedny. – Powiedziała Basia do Eryki.

-          Da sobie radę. Przecież to pan Edzio. Opiekuję się dziećmi z patologicznych rodzin i ogólnie trudno go nie kochać. Zacznie opowiadać o tych swoich dzieciakach i rodzice Łucji wymiękną.

-          A o czym ty chciałaś ze mną rozmawiać?

-          Właśnie… widzisz, wiesz, że chcemy się pobrać z Gabim, jestem w ciąży i w ogóle tylko… on chyba chce bardziej niż ja.

-          A co się stało? Wyrzuć to z siebie.

-          Bo widzisz mi jest dobrze na kocią łapę. Do tego nie jestem go pewna. To straszne… wiem, że mnie kocha i że nigdy by mnie nie zdradził, jestem jego pierwszą dziewczyną. Wyciągnął mnie z bagna narkomanii, uratował wtedy na cmentarzu, rzucił wszystko i pojechał za mną do Niemiec. No i super, że skoczyłby za mną w ogień, ale przecież normalne życie nie polega na tym. A on? Odpala papierosa od papierosa, jest wiecznie pijany. Wychleje wszystko, od drogich francuskich win po denaturat i muchozol, byleby tylko sponiewierało. Myślę, że on ma problem z piciem. To jeszcze nie alkoholizm, ale już problem jest. No i co? Wyłazi z domu, kiedy chce, nie mówi gdzie idzie. No teraz na przykład: „Pa kochanie, wychodzę, wrócę jutro, kocham cię.” Słodkie, co? Wiem, że wpakował się w coś wstrętnego. No, bo jak wychodzi to zaraz okazuję się, że był świadkiem morderstwa, czy dochodzi do włamania do archiwum. Pytam go, a on mi na to, że dla mojego dobra nie może mi powiedzieć i im mniej wiem, tym lepiej dla mnie. Wyobrażasz sobie? A dlaczego mnie porwano? Coś mi się wydaje, że to nie był przypadek. To on komuś się naraził. Nie wiem, może wariuje od hormonów, wymyślam teorie spiskowe. Jak myślisz? Jest jeszcze jedna sprawa, ale to już dość poważne.

-          Powiedz, pełna dyskrecja.

-          Dzięki. Bo chodzi mi o to, że on był w dzieciństwie maltretowany i to potwornie.  Ma całe ciało w bliznach, klatka piersiowa, plecy, ramiona. To ojciec mu to zrobił. Jego własny ojciec.

-          Czekaj, czekaj… ten sam, który w gazecie się uzewnętrzniał jak to bardzo go kocha i jaki jest z niego dumny, że sam go wychowywał i w ogóle pociskał łzawe historie?

-          Innych ojców nie ma. Ten typ znęcał się nad nim, jego siostrą i matką. Wiesz… Gabi jest taki kochany, przyjdzie przytuli się i zacznie mówić ile to dla niego nie znaczę. No, ale jeśli jest taki jak jego ojciec? Tacy ludzie świetnie udają dobrych i kochających. Przecież teraz nam lekko nie będzie, zwłaszcza jak pojawi się dziecko. Zdenerwuję się i może…

-          Uderzył cię kiedyś?

-          Nie, oczywiście, że nie… ale boję się go czasem. Wychodzi taka część jego osobowości, że robi mi się zimno. Nie chcę, żeby skrzywdził mnie i nasze dziecko.

-          Mówiłaś mu o tym?

-          No wiesz, on nawet na mnie nie krzyknął, a na początku nie chciał być ze mną właśnie dlatego, że bał się, że zrobi mi krzywdę. Boje się, że jeśli powiem mu o moich obawach zostawi mnie „dla mojego dobra”, a ja nie chcę zrywać. Mamy zamiar się pobrać, a właśnie sobie uświadomiłam, jak krótko się znamy. Pół roku. Nawet nie całe. No, że się dużo wydarzyło, ale to za krótko, żeby się żenić… właściwie to dziecko, to przecież dwudziesty pierwszy wiek, to nie znaczy, że trzeba od razu ślub brać. W ogóle to wszystko za szybko. Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że będę mamą, ale te ostanie miesiące były takie szalone. Na początku nawet nie byłam pewna, czy to dziecko Gabriela.

-          Po prostu powiedz mu, że nie chcesz się jeszcze żenić.

-          A ty od razu byłaś pewna, że Krzysiek to ten jedyny i wyśniony książę z bajki?

-          No co ty? Ze mną to było tak, że ja w podstawowym momencie stwierdziłam, że mam siedemnaście lat i nie mam przed sobą żadnej przyszłości, nic. Nie mam pieniędzy, ani szans na skończenie jakiejkolwiek szkoły i przed sobą zajebistą karierę kasjerki w supermarkecie. Jestem za brzydka na aktorkę, modelkę czy piosenkarkę, żaden chłopak mnie nie chcę. W moim życiu nie czekało mnie już nic, a tu pojawił się Krzysiek. Znałam go już wcześniej, często przychodził do tego beznadziejnego Reala, w którym pracowałam. Raz, jak wracałam do domu, jakiś menel mnie napadł i chciał mi wyrwać torebkę, a on mnie obronił. To już było po tym jak żona go wyrzuciła z domu i mieszkał w tej syfiastej kawalerce na moim osiedlu. Nie był taki jak wszyscy. Tam nikt by nie splunął, jak ten lump by mnie okradł, albo zamordował. Tydzień później zobaczyłam go na rynku. Po prostu siedział i płakał. Nikt się nim nie zainteresował, tak jak wtedy mną. Wzięłam go na piwo, powiedział mi o swojej żonie i o tym jak stracił pracę. Ja opowiedziałam mu o moim ojcu, o mamie i tym jak strasznie za nią tęsknie. Ponad dwadzieścia lat starszy ode mnie, ale jako jedyny traktował mnie jak kobietę. Wiesz, z szacunkiem. Drzwi mi otwierał, nosił zakupy do domu. Myślałam, że tylko ładne dziewczyny tak mają. Powiedziałam mu to, a on nie uwierzysz… powiedział mi, że jestem ładna. Znalazł pracę, coś tam też na czarno jeszcze robił, wziął się w garść, zarabiał. Pokazał mi inny świat. Zabierał do kina, restauracji, kupował prezenty, jak jakiejś damie. Raz nawet kupił mi sukienkę, taką elegancką i zabrał do opery. Czułam się jak jakaś królowa angielska.

-          Tak fajnie było?

-          Szczerze? Nudno jak cholera. Sztywno, nieciekawie, nie zrozumiałam ani słowa. Miauczenie, albo buczenie, to muzyka w ogóle jest? Ale tu chodzi o to, co czułam. Pierwszy raz w życiu byłam piękna i bogata. Tak jak kobiety z filmów. Najpierw tylko się przyjaźniliśmy, aż do jednej nocy, kiedy ojciec mi się schlał i wyrzucił mnie z domu w kapciach i koszuli nocnej, w zimie. Gdzie miałam iść? Na klatce było zimno. Poszłam do niego. Wtedy mogłam wybrać, żyć tak dalej i niczego nie mieć. Każdego dnia tak samo, monotonnie, albo być z nim. Czuć się wyjątkowa. Zamieszkaliśmy razem. Raz wróciłam z Reala zmęczona i powiedziałam mu, że mam dosyć tego miasta, że tak potwornie go nienawidzę. Nie wiem, co to było. Chyba jakaś babcia znów zaczęła się na mnie drzeć i od idiotek wyzywać, bo źle jej wydałam resztę, czy kazali mi zostać po godzinach i nosić pudła. Oczywiście za darmo, przecież za nadgodziny nie płacili. On też powiedział, że ma dość. No i wyjechaliśmy. Może to czasem cham i prostak, ale odmienił całe moje życie. Całe beznadziejne życie byłam tylko głupią, brzydką Basią, która do niczego się nie nadaję. Prawdziwe życie oglądałam w filmach, o przygodach i podróżach czytałam w książkach z biblioteki. A teraz? Gdyby nie on nie dowiedziałabym się, że podróżowanie jest takie fajne. Jedziemy w podróż poślubną za granicę. Gdzieś gdzie jest ciepło. Do Grecji, czy Włoch. Nigdy nie byłam za granicą. Mam aparat na zębach, będą proste i tego pieprzyka będą mi wycinać. Chcę być piękna na naszym weselu.

-          Morgan też odmienił moje życie. Wszystko było przesądzone. Wszyscy mnie skreślili, no może poza Emilem. Byłam ćpunką i jak ćpunka miałam umrzeć. Nikogo nie obchodziłam. Kocham go.

-          Po prostu powiedz mu, że chcesz zaczekać ze ślubem, szczerze. No a gdzie ten mój cudowny Krzysiu? Już dawno powinien tu być. Dalej nie odpisuje.

-          Może stoi w kolejce, Przeczytał SMS-a i poszedł do sklepu, ale nie odpisał?

-          Nawet jeśli zrobił zakupy to i tak już powinien tu być.

*

-          Wiedziałeś? Wiedziałeś, że przyjdę? – Spytał, wpatrując się w oczy Morgana, wciąż trzymając w dłoni broń.

-          Tak. Wiedziałem, wiedziałem też, że pisałeś te listy, porwałeś Eryke, zabiłeś Iwana. Powiedziałbym „zamordowałeś”, ale to był nieszczęśliwy wypadek. Nakrył cię, kiedy byłeś w moim pokoju, szukałeś tego, co już znalazłem, popchnąłeś go i upadł. Prawda?

-          Skąd wiedziałeś? Od jak dawna?

-          Wystarczająco długo. Kiedy pojawiły się te listy wiedziałem, że to ktoś z domu Szagala. Nie sądziłem jednak, że byłbyś zdolny do czegoś takiego. To co zrobiłeś Eryce…

-          To nie moja wina. Nie chciałem jej skrzywdzić. Podawałem jej leki. Normalnie, przy takim dawkowaniu powinna być prawie cały czas nieprzytomna, ale okazało się, że przez te jej heroinę… nie wiem, tolerancja jej się zwiększyła, czy coś. Odzyskała przytomność, uwolniła jedną rękę, zdjęła sobie opaskę z oczu i mnie zobaczyła. Kiedy ją uratowałeś myślałem, że już po mnie, ale okazało się, że ma amnezję. Kończmy to, proszę. Naprawdę, źle się czuję celując tym w ciebie, jeszcze gorzej będzie, jeśli będę cię musiał zabić. Po prostu mi to oddaj i zapomnij o sprawie.

-          Jeszcze jedno, ostatnie pytanie. Wiem, że to ty, ale nie rozumiem, dlaczego? Przecież jesteś dobrym człowiekiem.

-          Nawet dobrzy ludzie robią czasem złe rzeczy. Jeden błąd może przekreślić całe dobre i pełne poświęcenia dla innych, życie. Jedna krzywda pociąga za sobą drugą i w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że jesteś zdolny do wszystkiego, żeby tylko prawda nie wyszła na jaw. Wiem, że stałem się potworem i nie wiesz jak bardzo brzydzę się sobą, ale nie mogę płacić za to, co zrobiłem tak dawno. Byłem smutny, kobieta, którą kochałem… zresztą wiesz. Spotkałem go i zaczęliśmy pić. Powiedziałem mu co się stało, a on powiedział, że zna świetny sposób, że się rozerwiemy. Znaleźliśmy się w parku, on złapał te dziewczynę. Nawet jej nie dotknąłem, ale powiedział, że ona nie żyję i jeśli coś powiem, jeśli do niego trafią to razem pójdziemy siedzieć, że pociągnie mnie za sobą na samo dno.

Gabriel wiedział, że musi być bardzo ostrożny. Że powie coś nie tak i komuś stanie się krzywda. Tak naprawdę to powinna być tam jeszcze Eryka, ale ona jest zbyt emocjonalna. Poczułaby się zdradzona przez kogoś, komu ufała, zła, rozgoryczona, powiedziałaby za dużo i padłyby strzały, których nie powinno być. Morgan wiedział, że Tadeuszowi nic nie grozi, dlatego go wziął, wiedział, że jeśli nie ma Eryki to prawdopodobnie padnie tylko jeden strzał. Teraz musiał zrobić wszystko by i jemu zapobiec.

-          Więc to wszystko ze strachu?

-          Przykro mi. Ty jesteś oczywiście nieustraszony. Cały czas ryzykowałeś życie, prawie zginąłeś ratując Erykę, ale ja taki nie jestem.

-          Nie jestem nieustraszony. Osiwiałem ze strachu w wieku dziewiętnastu lat, teraz widząc broń wycelowaną we mnie też jestem przerażony, przez lata bałem się jego…

-          Ja nie bałem się tylko o siebie. Przez niego zbyt wiele zła się wydarzyło i ciebie też takie potworności spotkały i twoją siostrę… to moja wina, mogłem was uratować. Ona teraz nie żyję… nie chcę, żeby i tobie się coś stało.

-          Panie Edziu, śmierć Joasi nie była winą ani twoją, ani moją. Wyłącznie mój ojciec za nią odpowiada.

-          Nie rozumiesz? Ona w końcu powiedziała mi, kim jesteście i mogłem was odnaleźć. Nie zrobiłem tego, bo bałem się, że jeśli spotkamy się jeszcze raz to on mnie rozpozna. Kiedy przyszedł po was miałem szczęście. Przez te parę lat przysiwiałem, przytyłem i zapuściłem zarost, a kiedy pierwszy raz go spotkałem był już mocno pijany i tylko to mnie uratowało. Proszę cię, oddaj mi to.

-          Nie.

-          Proszę cię!

-          Nie mogę tego zrobić, przez wzgląd na pamięć wszystkich jego ofiar. Nie tylko tych dziewczyn, ty i ja też przez niego cierpieliśmy. To się może skończyć, rozumiesz? Już nie będziesz musiał żyć w ciągłym strachu. Nikt nie będzie umierał przez niego.

-          To coś zmieni? Tak myślisz? Od lat nic się nie zmienia! Ludzie się nie zmieniają, pomogłem setkom dzieci! I super tylko, że kolejne są katowane, molestowane i zaniedbywane… jeśli zabierze się je od nieodpowiedzialnych rodziców trafiają do domów dziecka. Byłeś w Kaniach, te dzieci nikogo nie obchodzą, starsi biją młodszych, a personel ma to gdzieś, jak się któreś poskarży, albo dostanie po łbie od wychowawcy, albo jeszcze lepiej, przeprowadzą rozmowę wychowawczą, tak, żeby oprawca wiedział, kto na niego doniósł. To wszystko nie ma sensu.

-          Ma! Widziałem śmierć wielu ludzi. I jeśli mogę ocalić, choć jedno życie więcej to zrobię wszystko co trzeba. Jesteś dobrym człowiekiem, którego spotkało wiele zła. Nie zasłużyłeś na to. Dlatego się pogubiłeś. Proszę cię zaufaj mi, oddaj mi broń. – Jego dłoń zadrżała, zaczynał powoli wracać do siebie. Morgan zrobił krok w przód.

-          Nie zbliżaj się!

-          Spokojnie, już się nie ruszam. Proszę cię, pomyśl o Łucji. Ona cię kocha, możecie jeszcze mieć rodzinę. Nie jest za późno. Pomyśl o tych dzieciach, tylko ciebie obchodzi ich los. Nikt nie musi wiedzieć. Ja wiem, że jesteś dobry.

-          Zabiłem Iwana i ta dziewczyna, nie pomogłem jej. Potem wyjechałem, nie wiem nawet jak się nazywała… o mało nie zabiłem Eryki! – Rozmowa szła w kierunku, którego Morgan zdecydowanie chciał uniknąć. Wiedział, co za chwile się stanie. Musiał coś zrobić.

-          Nie chciał pan zabić Iwana. Ta dziewczyna… nazywa się Iwona. Ma teraz trzydzieści pięć lat męża i dwójkę dzieci. Ona żyję.

-          Kłamiesz!

-          Ostatnio mnie i Eryki nie było, byłem u niej, rozmawiałem z nią. Proszę cię… błagam oddaj mi broń. Przecież nie chcesz, żeby jeszcze jakąś dziewczynę to spotkało. A jeśli ciebie nie będzie? Ile dziewczynek skończy jak Nastusia, bo nikt się nimi nie zajmie? Nie będę w to mieszał Iwony. Nikt, oprócz nas, nie będzie wiedzieć, tylko proszę oddaj mi broń. – Opuścił pistolet. Morgan odetchnął.

-          Już za późno. – Powiedział, po czym znów go podniósł, rozległ się strzał. Potem była już kompletna cisza. Reszta naprawdę stała się milczeniem. Był jakiś urywany krzyk, ale Gabriel nie miał pewności, czy to on krzyknął czy ktoś inny. Taki smutny, bezsensowny koniec. Pan Edzio odebrał sobie życie.

Potem Gabriel coś mówił do Tadeusza, mówił, krótko, bo po chwili nie wytrzymał i popłakał się jak dziecko. Potem była policja. Godziny przesłuchania, na szczęście z komisarz Wójcik. Morgan ominął wątek Iwony i Wiktora. Nie mówił też o Królowej i innych duchach i zjawach. Potem pojechali z policją do domu Tadeusza, po jej dziennik, listy i pierścionek. Potem do domu Szagala, po tego „Hamleta”. Powiedział, że dostał go od nieznajomego chłopaka, który powiedział tylko, że to od Marka.

Pozwolili mu wyjść, ale nie wrócił prosto do domu. Godzinami szwendał się po ulicach. Gdy w końcu wrócił wszyscy już wiedzieli. Janis do niego podeszła i uderzyła z otwartej ręki w twarz. Szagal wziął go do swojego gabinetu. Janis i Eryka też tam były. Morgan opowiedział im nieco zmienioną historię o panu Edziu. O swoim śledztwie i tym, co odkrył. Jeśli nie chciał czegoś mówić to mówił, że policja mu zakazała i i tak powiedział za dużo, co zresztą było prawdą.

Nie chciał powiedzieć, że to pan Edzio porwał Erykę, ale powiedział, że niechcący zabił Iwana. Bał się, że Morgan ma kłopoty i kiedy wyjechał, zaczął grzebać w jego rzeczach, chciał się dowiedzieć, czy nie bierze narkotyków, albo coś takiego. Iwan wszedł, było ciemno, pan Edzio przestraszył się i go tak nieszczęśliwie popchnął. Potem dowiedział się o śledztwie, znał jego ojca i nie chciał, żeby stała mu się krzywda. Poszedł na cmentarz, ale załamał się i strzelił sobie w głowę. Morgan znów się rozpłakał. Janis i Eryka go uspokajały.

W następnym rozdziale…

I wciąż za mało. Gabriel musi pomóc policji, zmusić Jakuba do przyznania się, po raz kolejny stanąć twarzą w twarz z tym czego najbardziej się boi. Jakub przeraża go o wiele bardziej niż Królowa, ale tylko to jedno już zostało. Tadeusz postanowił oddać Gabrielowi i Eryce swój dom. Dom na tym spokojnym, cichym osiedlu, w którym będą mogli prowadzić wreszcie zwykłe, normalne życie. Niedługo matury, niedługo urodzi im się dziecko. I to wszystko, co zdawało się dla niego nieosiągalne jest tak blisko, na jedno wyciągnięcie ręki. Tylko, że tej ręki nie wyciągnie Gabriel, a Jakub. A w ręce będzie nóż. Ostatni rozdział „Królowej Śniegu” już 15 marca.

Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS