Posłowie

Dodano 27 marca 2013, w Bez kategorii, przez regina.anna

Czym jest dla mnie Królowa Śniegu?

Pisanie to było takie hobby, zabawa. Lubiłam to szczególnie dlatego, że to kwestia wyobraźni. Widzicie, kiedy wokół jest naprawdę kijowo i z nikąd ratunku fajnie jest uciec we własny świat. W miejsce gdzie mamy nad wszystkim kontrolę. Nie ważne jak źle by było, jak mroczne nastałyby dni możemy to wszystko odkręcić. Nawet żałuję że odpuściłam. Ale cóż było zrobić? Czasu było tylko na tyle, że mogłam pisać krótkie opowiadania, które same w sobie mi nie wychodzą. Zresztą nie lubię czegoś takiego. W dłuższych formach czytelnik poznaje bohatera, zaczyna się z nim utożsamiać, boi się o niego gdy zagraża mu niebezpieczeństwo, szkoda mu go gdy dzieje mu się krzywda, jest szok, gdy pozytywny bohater okazuję się zły itp..  W krótszej nie ma uczuć. Trzeba się bardzo starać, lub mieć wybitny talent by stworzyć coś co ma 20 stron i budzi jakiekolwiek emocje. Oczywiście zdarzają się wybitne opowiadania, nawet jedno z nich zainspirowało mnie do stworzenia tej historii, ale większość z nich to zwykła strata czasu jeśli chodzi o pisanie i często czytanie. Oczywiście mówię to ze swojej perspektywy. No, ale „Królowa Śniegu jest zdecydowanie dłuższą formą. Oryginalny plik miał 334 strony A4, czcionką Times New Roman 12 z odstępem 1. Wersja do druku (gdzie bierze się zwykle odstęp 1,5) miałaby zatem 492 strony. To co macie na blogu jest wersją minimalnie skróconą, o jakieś 10-20 stron. Miałam nawet dodać wycięte fragmenty, ale w sumie to po co? Zostawmy to tak jak jest. A co do samej treści. „Królowa Śniegu” to bajka, nawet sam tytuł jest nawiązaniem do baśni Andersena, co swego czasu wywołało pomyłkę u Pani Janiny. Może trochę to i dziwne, jak mogę nazywać bajką coś w czym krew się leje, ludzie żywcem zamarzają, pojawiają się gnijące, (mniej lub bardziej) żywe trupy, upiory, no i zaczyna się tak a nie inaczej. Jednak w bajkach zawsze chodzi o to samo. Jest dobro i zło. Dobro zawsze wydaje się słabe, wątłe i z góry skazane na porażkę, gdy zło jest silne, potężne i z pozoru nie da się go powstrzymać. Przypomnijcie sobie nawet Andersenowską „Królową Śniegu”, Przeciwko Potężnej Królowej ma stanąć mała dziewczynka. Przeciwko złej czarownicy staję dwójka dzieci Jaś i Małgosia itd.. I o dziwo zawsze to słabe i marne dobro wygrywa. Zły czas przemija, potwory, złe wilki, okrutne królowe i wiedźmy giną i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Bajki nie towarzyszą nam tylko w dzieciństwie, z czasem się zmieniają. Bajki są we wszelkiej fantastyce. W końcu to nie od bohaterskiego  Aragorna, czy potężnej  Galadrieli zależą losy Śródziemia we „Władcy Pierścieni”, a od najmniejszej i najsłabszej ze wszystkich istot tolkienowskiego świata. Ale nie tylko tam, baśnie są też w całkowicie niebaśniowych historiach. Ile razy Clint Eastwood w różnych rolach stawał przeciwko psychopatom, gangsterom, mafii, skorumpowanym policjantom i całemu dość realnemu złu tego świata. Takie zło nie ma kłów, pazurów, ma za to broń palną. W tych bardziej dorosłych baśniach chodzi o to samo, jedyne różnice to, to, że słabość bohaterów jest bardziej ludzka, nie są tak niewinni i czyści moralnie, jednowymiarowi. I już nie żyją tak długo i szczęśliwie. Piekło, które przeszli często pozostawia rany na ich duszach, koszmarne sny i strach, że to może wrócić. Horrory to też bardzo często takie bajki. Oczywiście te, w których na końcu wampira się zabija, a nie pieprzy. No właśnie. Abstrahując od poszczególnych dzieł nie lubię czegoś takiego, że granica się rozmywa. Jest dobro i zło koniec. Tymczasem przez te zaledwie parę ostatnich lat pojawiło się tyle takich dziwnych tworów, gdzie nie wiadomo kto jest kto. Co gorsza ma to porażający wręcz wpływ na niektórych. Np. „Doktor House”. W ogóle nie podoba mi się za bardzo typ bohatera, który wyewoluował ze „słodkiego drania”, który jednak miał w sobie jakieś pozytywne cechy, w egocentrycznego skurwiela, całkowicie takowych pozbawionego. Nie zrozumcie mnie źle, świetny serial, ale powinien być puszczany dla widzów od lat 25 przynajmniej. Czemu? Bo bohater to wredny, egocentryczny, dziecinny, dupek bez moralności, ale za to z nałogami. Co gorsza charyzmatyczny dupek. Nie mówię, że mnie ten serial nie zrył beretu, ale kiedy toto weszło i święciło największe triumfy ja chodziłam do liceum. Wyobraźcie sobie stado przygłupich nastolatek, które starają się być sarkastyczne, a wychodzi im tylko to, że zachowują się jak wredne rozpieszczone gówniary.  Jeszcze gorzej kiedy taka nie chcę być tylko wredna jak bohater, ale też równie genialna. Jezu, taka jedna diagnozowała mnie w kółko. Niebieska sukienka znaczy to, biała bluzka tamto, kiedy mam ochotę na gofra odzywa się we mnie moje wewnętrzne dziecko, a to że znam rozmiar buta mojego kumpla oznacza, że mam na jego punkcie obsesję. Po paru kursach z psychologii nawet na studiach pedagogicznych możemy co nieco powiedzieć, ale raczej w przypadku osób, które swoje zaburzenia mają wręcz wypisane na czole (na angielski chodziłam z panną z osobowością histrioniczną i to akurat widać, słuchać i czuć) lub są z nich dumne jak moja przyjaciółka z naprawdę dawnych czasów, której psychopatia nie przeszkadza, a nawet się podoba. Wracając jednak do postaci fikcyjnych. Oczywiście nie wszystkie historie muszą mieć zaraz pozytywnego głównego bohatera, ale niech to będzie określone chociaż. Jeśli główny bohater jest negatywny to niech to będzie dane do zrozumienia. Nie lubię też historii, w których jest tylko jedna strona. Kiedyś skacząc po kanałach w telewizji trafiłam na jakąś poranną bajkę dla dzieci. To był Jaś i Małgosia. Z lekkim zażenowaniem zobaczyłam jak bohaterowie, którzy sami z siebie, bez uczestnictwa złej macochy zgubili się w lesie trafili do domku wiedźmy, a ta dała im obiadek i grzecznie odstawiła tatusiowi, który przyszedł ich szukać. Morał stąd taki, że spoko luz, można przyjmować cukierki od nieznajomych i nie problem iść z nimi do chaty. Są też historie, w których dobra nie ma. Głownie nasze rodzime i współczesne. No litości, nawet Patrick Bateman miał te swoją sekretarkę, której nie ruszył, choć w innych przypadkach nie wybrzydzał, w temacie pozbawiania bliźnich życia. A u nas, szczególnie we współczesnej literaturze? Narkoman, kurwa, złodziej, morderca, gwałciciel i z nikąd ratunku. Serio  strzelcie sobie kiedyś ze dwie Kornagi, jedną Masłowską i parę postów z pokolenia Ikea na zagrychę i obejrzyjcie po tym wiadomości. Wtedy nawet ta mała Madzia zabita przez własną matkę nie wzbudzi współczucia, bo pewnie też miała coś za uszami.

A jeśli już chodzi o „Królową Śniegu”, to czemu horror? Bo kiedyś, kiedy to pisałam lubiłam horrory. Nie ma bardziej rozwiniętego wytłumaczenia. Dalej lubię, ale nie jest już to mój główny nurt zainteresowań.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS