Posłowie

Dodano 1 kwietnia 2013, w Bez kategorii, przez regina.anna

Nawiązania, inspiracje, zbiegi okoliczności i plagiaty.

… ja pierdolę. Tak krótko należy skomentować ten temat. Królowa Śniegu nie jest moją pierwszą powieścią, a doświadczenia z poprzednimi w tym względzie powodują u mnie ciarki na plecach. Wiadomo, że we wszystkim, a zwłaszcza w czymś tak długim  muszą się znaleźć nawiązania do życia pisarza, odbicie jego własnych doświadczeń, jednak są patologiczne jednostki, które szukają i dopraszają się nawiązań nawet tam gdzie ich nie ma. Przy poprzedniej historii, można powiedzieć nawet sadze, bo były trzy części, z których trzecia o kant dupy rozbić, wiec uznajmy, że były dwie miałam ten problem. Tu jak cień rzuca się postać dziewczyny, którą realnie była inspirowana postać Kasi Nowak za życia. Dziewczyna ta była moją przyjaciółką w liceum i przez kawałek studiów dopóki nie wczuła się za bardzo w serial „Doktor House”, co doprowadziło do sytuacji opisanej powyżej. Kiedy wygadałam się, że napisałam horror, który ma główną bohaterkę to…

  1. Bohaterka ta z pewnością jest mną (raczej nie jestem tak odważna, z wyglądu też inaczej, ale niech już będzie.)
  2. Bohaterka ma przyjaciółkę?
  3. No… eee… ma.
  4. Przyjaciółka jest z pewnością odbiciem przyjaciółki mej…
  5. Eee… no dobra, jasne, spoko może być. Ale z wyglądu jest inna, charakteru za bardzo nie pokazuję, no, ale przecież główna bohaterka, która jak już zostało mi wyjaśnione jest moim alterego też nie wygląda jak ja (lepsza figura, niższy wzrost, inny kolor oczu i takie bardziej skośne te oczy, bo jak się w drugiej części okaże ma matkę z Kazachstanu.)
  6. Jak to inna z wyglądu!!! A co mi się nie podoba. Ma mieć taki sam kolor włosów jak przyjaciółka realna!!! Jak to nie pokazuję charakteru!!! Ma być jej więcej i ma mieć chłopaka.

No, a w drugiej części miała zginąć, ale gdybym ją zabiła, to wyobraźta sobie tego focha. W końcu trzeba jej było śpiączkę wymyślić, żeby nie przeszkadzała. Inna sprawa, czasem inspiracją jest osoba, której jakaś cecha zostaje przeniesiona na bohatera. To, że postać głupiej rury mówiła w sposób podobny do jakiejś realnej dziewczyny, którą znam nie znaczy, że uważam tę dziewczynę za głupią rurę. Koleżanka moja nie umiała jednak za bardzo tego oddzielić.

Przy Królowej Śniegu też było nieźle. Nacisk na twórcę był ze strony mojego kumpla, co podejrzanie podobnym do Gabriela M. jest. Gdy mój kolega został ostrzeżony, że podobieństwo takowe nastąpiło, co by się nie zdziwił, zadał mi jedno, zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Czy Gabriel Morgan ma… kurzajki. Gdy się okazało, że nie ma, dostałam rozkaz, żeby mu je dopisać. Tym razem twórca nie dał sobą manipulować, zresztą samemu Gabrielowi i tak wystarczy nieszczęść.

Gdy dałam mojej mamie fragmenty do przeczytania i trafił się opis Zombiego ta zapytała mnie czy inspirował mnie niejaki P.S. czyli „Suchy” z mojej licealnej klasy. Fakt, był taki, też narkoman, chociaż nie aż tak hardcorowy, żeby na heroinie jechać i faktycznie był blondynem. Jednak inspiracją do tej postaci był… facet z salonu Plusa w pobliskim mieście. Facet na serio miał takie oczy w które nie szło patrzeć i mimo że było to z dziesięć lat temu do tej pory pamiętam jego imię i nazwisko. Resztę wymyśliłam sama. Tego typu inspiracji było pełno. Grupa blond idiotek od Wiktora, to odbicia lasek z mojej klasy licealnej, o inspiracji do wizji żywej Kasi Nowak już powiedziałam, Tamara to mniej psychopatyczna wersja koleżanki z czasów gimnazjum, którą do tej pory uwielbiam, Arek, ojczym Eryki nawet imię dostał po podobnym do siebie skurwielu zafascynowanym Niemcami. Pan Edzio też odziedziczył imię i wygląd po facecie, który uczył mnie matmy na pewnych studiach, które szybko skończyłam. To była tak niegroźna pierdoła, takie dobro wcielone w całym swym starokawalerskim, naukowo-nieżyciowym wydaniu, że trudno, żeby nie inspirował. Oczywiście muszę nadmienić, że rodzinną scenkę z „Pożegnania z Joanną” i w ogóle samego Jakuba Morgana w całości zmyśliłam. Mój ojciec to taki sobie facet o złośliwym usposobieniu, ale aż tak poryty nie jest.

Kolejnym źródłem inspiracji były dla mnie… sny. Jak już wspominałam w tych czasach lubiłam horrory. Jeden obejrzany nie robi wrażenia, ale kilka, to już inna historia. Jeszcze lepiej książkowe. Naczytałam się, wiadomo wtedy wyobraźnia pracuję, to się przetworzyło i się przyśniło. Większość tych koszmarów nie była taka zła, bo ja zwykle wiem, że to co widzę to tylko sen. Podobno bardzo mało ludzi tak ma, ale dla mnie to normalka. Gorsza sprawa, kiedy nie wiem, że to sen i mam koszmar z gatunku realistycznych, ale na szczęście to znacznie rzadziej. Wracając do tematu. Sny Gabriela i niektóre tu opisywane wydarzenia są często moimi snami. To morderstwo dzieci, pięcioraczków,  o którym Eryka opowiadała Gabrielowi mi się śniło. Ojciec Sawicki i wilki na ośnieżonej łące (wtedy nie miał imienia i nazwiska, był tylko upiornie wyglądającym starym księdzem), Eryka przywiązana do drzewa w zimie (w moim śnie to ja wisiałam na tym drzewie). Poza ojcem Sawickim jeszcze parę innych postaci pojawiło się najpierw w moich snach. Wiktor, Adam i Oskar mi się przyśnili.

No i nawiązania literackie i filmowe. Tu trudno coś powiedzieć, bo sama nie wiem ile rzeczy mnie tu inspirowało, ile miało wpływ. Na pewno tytuł to nawiązanie do baśni Andersena, trochę fabuła też, no bo Królowa tak jak ta z baśni, omamia ludzi, sprawia, że stają się źli. No i scena z lustrem. To nie tylko nawiązanie do zwierciadła baśniowej Królowej. To już dość chamsko ściągnęłam z jakiegoś amerykańskiego horroru, tytuł chyba „Ciśnienie”. Pomysł na te historię podsunęło mi pewne opowiadanie, które czytałam już lata temu i autora sobie nie przypomnę, ale tytuł brzmiał „Szron”. Na pewno Wiktor i Gabriel dostali szare oczy po Aragornie z „Władcy Pierścieni”.  Czytałam i oglądałam parę rzeczy o narkomanach, np. „My, dzieci z dworca Zoo”, ale oczywiście „Królowa Śniegu” to bajka i tu cała ta narkomania jest znacznie bardziej lajtowa, za łatwo się z tego wychodzi. Są nawiązania do Hamleta. Szagal jest inspirowany postacią z jakiegoś starego polskiego filmu, którego tytułu sobie nie przypomnę. Tytuły rozdziałów są czasem tytułami, lub fragmentami piosenek, zwłaszcza te zmienione. Był też film „Nakarmić kruki” z którego też wziął się tytuł  rozdziału 12. Kiedy Konrad przeczytał pierwszy rozdział stwierdził, że chyba czytałam Edwarda Lee, jednak tu akurat pierwszy kontakt z literaturą tego pana nastąpił, dopiero gdy właśnie gdy on pożyczył mi „Sukkuba”, czyli już w parę lat po napisaniu powieści. Więcej nie pamiętam.

No i zbiegi okoliczności. Przede wszystkim Kasia Nowak. Imię i nazwisko dziewczyny z mojej klasy z liceum. Dopiero długo później się skroiłam, że tak jej się dostało. Poruszyłam już ten temat przy „Fragmentach pamiętnika K.N.”, chodziło mi o jakiś bardzo popularny zestaw, tak, żeby było wrażenie, że to może być każda dziewczyna. A że u nos co drugi Kaśka na chrzcie dali, a i Nowoków jak psów… Z naszą licealną Kaśką się nie zadawałam, bo była jakaś dziwna. Najpierw prowokowała, wkurzała, a jak się jej coś odpysknęło obrażała się, albo płakała. Od takich lepiej się było trzymać z daleka, więc też szybko o niej zapomniałam.

Kolejna sprawa, to wcześniej wspomniane podobieństwo Gabriela i mojego kolegi, którego poznałam parę miesięcy po napisaniu tej powieści. Akurat w przypadku tego człowieka ilość zbiegów okoliczności zawsze porażała, jakieś takie szczęście do siebie mamy np. przychodzę kiedyś do niego do akademika, a tu okazuję się, że mieszka on z kolesiem z mojej wsi, a metropolia toto nie jest. Ksiądz w mojej parafii miał takie samo imię i nazwisko jak on, a to też raczej nie Jan Kowalski  i parę innych mniej spektakularnych. Kolega jest niższy, ma brązowo-zielone oczy, ale gdy go poznałam był faktycznie anorektycznie chudy (teraz żeś się spasł :P), więc reszta się zgadza. No i najlepiej trafiłam z tymi włochatymi nogami xD Na upartego można by jeszcze zauważyć jedna różnicę, w momencie poznania kolega włos miał długi, ale w połowie drugiego roku się obciął. Tak jak teraz o tym myślę to w biografie też mu trochę trafiłam, przynajmniej z tym gdzie Eryka wyjeżdżała. Cholerka, jasnowidzem, żem jest cy jak? Parę innych osób poznanych później też by się dało tu dopasować, ale w innych przypadkach podobieństwo nie jest aż tak widoczne.

No i film „Krąg”. Szczerze mówiąc obejrzałam kiedyś toto, chyba japońską wersję, ale bez zainteresowania. Dopiero w tym roku się zainteresowałam, też z głupiego powodu. W mieście moim był kiedyś dom handlowy z drogimi rzeczami, nad znanym i lubianym sklepem Biedrona :) Mało kto tam chodził, bo ceny mieli, że ja EB. No to splajtowało, więc rozwalili ścianki działowe i zrobili z tego mega lumpeks. Poszłam, patrzę, a tam koszula nocna moich marzeń. Zawsze taką chciałam, śnieżnobiała, w starym stylu, z koroneczką z przodu… może trochę za duża, ale za 9 zł!!! Wzięłam. W domu, dumna z siebie, założyłam ją. Tu dla osób, które mnie nie znają i nie wiedzą jak wyglądam. Moja współlokatora pieszczotliwie nazywała mnie pierdolonym bladym trupem. Brunetka z jasną karnacją. Patrzę ja na siebie i coś mi nie pasuję. Rozpuściłam włosy. Oho… zaczesałam na twarz. „Seven days”, syknęłam do lustra, jednocześnie uświadamiając sobie, że to zajefajne przebranie na juwenalia i że rogalika bym zjadła. No i dopiero wtedy dowiedziałam się, że dziewczynka z „Ringa” nazywała się Samara Morgan. Nazwisko Gabriela było jednak przypadkiem takie samo, a wzięło się od ksywy kumpla mojego brata. Jeszcze co do Samary to dzieciak wygląda jak wygląda i nie da się ukryć też ma długie czarne włosy, jak Królowa, może i to taki nieświadomy plagiat?

Piosenka Cradle of Filth „Her ghost In the fog” i opowiedziana tam historia to też przypadek. Znałam ją wcześniej jak już wspominałam, nie wsłuchiwałam się, a trudno przy takim wokalu rozpoznać słowa, bez tekstu przed oczami.

Akcja z amatorskim filmem porno, który trafił do sieci też się zdarzyła jednej dziewczynie z mojej wsi i też po napisaniu powieści. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba w 2009 to było.

I za chyba ostatni przypadek jaki mi przychodzi do głowy to Adam Wolf (u nas jak się pisze tak się czyta), nazywa się tak samo jak jeden ze śledczych z serialu „CSI kryminalne zagadki Miami” (tylko, że tamtego czyta się łulf, że tak fonetycznie napiszę)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój tytuł mail facebook rss twitter Twój Tytuł O mnie Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim. Archiwum {archiwum} Linki {linki} Księga Gości dodaj zobacz {blog} szablonynablogi.pl

  • RSS